Holandia, maj 2002
Moja żona od dawna marzyła o zwiedzeniu
holenderskich wystaw ogrodowych. Przez kilka lat próbowaliśmy zorganizować
taki wyjazd w długi majowy weekend, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie
- brak czasu, brak towarzystwa, lub po prostu brak pieniędzy. W tym roku
na eskapadę dał się namówić brat żony - Tadek ze swą lepszą połową Bogusią.
Decyzja o wyjeździe do Holandii zapadła w połowie kwietnia. Przez to było
mało czasu na szukanie najtańszego noclegu, czy też na dopracowanie planu
wycieczki. Mieliśmy zarysowane tylko głowne cele wyjazdu - Keukenhof, Aalsmeer,
może Floriada i coś w Belgii. Bogusia miała też swoje plany, ale o tym
później. Mieliśmy tylko trzy dni na realizację naszych planów. Na miejscu
okazało się, że to stanowczo za mało! Holandia jest małym krajem i posiada
znakomitą sieć autostrad, ale i tak potrzeba godzin do przemieszczenia
się z jednego miejsca na drugie.
A ważnych miejsc do oglądania jest wiele i
niekoniecznie blisko siebie.
Appeltern
To był pomysł Bogusi. W jednym z pism
ogrodniczych znalazła Appetern w programie ogrodowych wycieczek. Miała
to być znana wystawa ogrodowych aranżacji. Wioskę Appeltern znaleźliśmy
tylko na najdokładniejszych mapach, niedaleko Njimegen. Dojechaliśmy, przejechaliśmy
wzdłuż i wszerz... i nic - żadnego drogowskazu na "garden" czy "exhibition",
nic po angielsku czy niemiecku. Po holendersku też prawie nic. Tylko na
przedmieściach tablica-drogowskaz z namalowanym jabłkiem chyba i
tajemniczym słowem "Tuin". Ponieważ było to jedyne miejsce jakoś specjalnie
zaznaczone, pojechaliśmy tam.
Z zewnątrz wyglądało to
jak zespół ogródków działkowych. Zza wysokiego płotu wyglądały korony drzew
i dachy jakby altanek. Po wejściu do środka (wstęp płatny) okazało się,
że są to malutkie działki - ogródki, każdy w innym stylu. Tych ogrodowych
aranżacji było blisko 200. Oprócz tego był kawałek jakby ogrodu botanicznego
z ciekawymi okazami, jak choćby z tym świerkiem o czerwonych przyrostach. |
|
|
W zwiedzaniu przeszkadzał
nam przelotny deszcz, czasem intensywny. W ogródkach eksponowane były nie
tylko rośliny, ale i architektura ogrodowa, rzeźby, czy wyroby z gliny.
Na zdjęciu obok zakątek "ptasi". Sporo było ogródków w stylu japońskim.
Bambusy w holenderskim klimacie rozną znakomicie, dereń kwiecisty również. |
 |
 |
Były też drzewa nam bliskie
- wierzby. Ta zagroda z wikliny mogłaby też stać na dowolnej polskiej wsi,
natomiast gliniany mur kojarzył mi się z meksykańskim pueblem, tylko że
tam chyba nie ma wierzbowych łuków nad bramą. Cały zespół ogródków w Appeltern
jest położony nad kanałem i płynąca woda stanowi ważny element w wielu
aranżacjach ogrodowych. Sporo też jest tam roślin wodnych i nadwodnych. |
 |
|
Nie ma natomiast skalniaków!
We wszystkich ogródkach znaleźliśmy ze trzy większe kompozycje z udziałem
kamieni. Ten "skalniak" obok wykonany jest z odłamków betonowych płyt chodnikowych.
Była też grządka wyłożona odłamkami koralowca. Moją uwagę zwróciły piękne
są ogrodowe rzeźby z kamienia i spatynowanego żeliwa. |
 |
|
Scheveningen
Na tym przedmieściu Hagi mieliśmy
zarezerwowane noclegi. Dojechaliśmy tam późnym popołudniem, zmęczeni drogą
i zwiedzaniem. Haga jest tak ciasna, że nawet nad autostradą buduje się
wieżowce. Na miejsce dotarliśmy jednak bez przeszkód. |
|
|
Późnym popołudniem wyszliśmy nad
morze, Scheveningen jest podobne do Sopotu - ma długie molo i historyczny
hotel w centrum.
No i wielkie kasyno. Z tych atrakcji zaliczyliśmy
tylko molo. Na hazard w kasynie byliśmy zbyt zmęczeni, a nasz hotel był
trochę mniejszy. |
 |
 |
Aalsmeer
Drugiego dnia rano wybraliśmy
się na zwiedzanie giełdy kwiatowej w Aalsmeer. Niestety, wypadek na autostradzie
i ogromny korek spowodowały, że zajechaliśmy już po aukcji. Podziwialiśmy
tylko sprawne rozwożenie i ładowanie ostatnich paltet z kwiatami. |
|
 |
Keukenhof
Wracając z Aalsmeer mieliśmy dylemat- czy odwiedzić
organizowaną co 10 lat Floriadę, czy jechać prosto do Keukenhoff i spędzić
tam więcej czasu. Wybraliśmy to drugie, chyba słusznie, co potwierdziły
relacje znajomych którzy Floriadę zwiedzili.
Koło Keukenhof są rzeczywiście
pola tulipanów jak na widokówkach. Ale nie daje im się długo kwitnąć -
specjalne kombajny ścinają kwiaty aby cebulki rosły większe. W dalszym
ciągu towarzyszył nam deszcz. |
|
|
 |
W czasie największej ulewy schroniliśmy
się do jednego z pawilonów w którym była wystawa storczyków. Takiej ilości
i rozmaitości tych kwiatów nie widziałem dotąd nigdzie. Deszcz trochę zmalał
i można było kontynuować zwiedzanie. Oprócz tulipanów, które wtedy były
w pełni kwitnienia, |
|
|
 |
zaczynały kwitnąć azalie i rododendrony.
Niebieskie szafirki znakomicie kontrastowały z ciepłymi kolorami tulipanów.
W szklarni wystawione były nowe odmiany, często jeszcze bez nazwy. Niektóre
z nich osiągały gigantyczne rozmiary, jak te na zdjęciu. |
|
 |
 |
Dzięki temu, że tulipany posadzono
w cieniu, kwitną one dłużej. Takich rabat jak po prawej jest w tym parku
kilka setek. Każda rabata jest urządzona przez innego producenta cebulek.
Małe, zielone tabliczki informują kto daną rabatę wykonał. |
|
 |
 |
Madurodam
Na zwiedzenie "dużej" Holandii
zabrakło nam czasu, więc zobaczyliśmy jej miniaturę - Madurodam. Na obszarze
wielkości boiska piłkarskiego zgromadzono makiety wszystkich najważniejszych
zabytków Holandii, oraz współczesne budowle - lotnisko, port, zapora z
projektu "Delta" i wiele innych. |
|
 |
Tak minął drugi dzień zwiedzania. Nie zrealizowaliśmy
wielu zaplanowanych punktów programu, a na trzeci dzień przewidziany był
wyjazd do Belgii i powrót do domu. To przestroga dla innych - nie planować
za wiele na tak krótki czas. A najlepiej pojechać tam na dłużej.
Narodowy ogród botaniczny
Belgii
Jadąc do Brukseli mieliśmy po
drodze Meisen i belgijski narodowy ogród botaniczny. Jak na tak szumną
nazwę, sam ogród nie wygląda zbyt imponująco. Widać w nim zaniedbanie,
część obiektów zamknięta, w części plenerowej tylko kilka rarytasów - gigantyczny
cypryśnik błotny, mamutowiec olbrzymi i jeszcze kilka rzadkich drzew. Jedynym
miejscem wartym odwiedzenia są szklarnie, nazwane Pałacem Roślin. |
|
 |
Każda szklarnia zawiera rośliny
tropikalne z innego obszaru. Oddzielnie jest las deszczowy Ameryki Południowej,
oddzielnie Afryka czy Indonezja. Roślin jest naprawdę wiele, niektóre są
imponujących rozmiarów. Ponieważ prawie nie było zwiedzających, można się
było tam czuć jak w prawdziwej dżungli. |
 |
 |
Królewskie szklarnie w Brukseli
W angielskim przewodniku po belgijskich
ogrodach Bogusia przeczytała, że na przełomie kwietnia i maja są otwarte
dla zwiedzających królewskie szklarnie w Laken na przedmieściach Brukseli.
Większość tych szklarni
powstała w XIX wieku. Same konstrukcje z żeliwa i stali stanowią już dzieło
sztuki. Cały zespół budowli pod szkłem zajmuje kilka hektarów.Zwiedzanie
rozpoczyna się od najdalszej szklarni, dochodząc tam brzegiem wspaniałego
parku. |
|
|
 |
Łączniki pomiędzy dużymi
szklarniami stanowią oszklone tunele obsadzone fuksjami i pelargoniami.
Nie bez powodu wybrano ten termin na udostępnienie szklarni, gdyż wtedy
kolekcja azalii jest w pełnym rozkwicie. Paprocie drzewiaste, palmy, pełne
skrętniki i wiele innych tropikalnych roślin wzmaga wrażenia. |
|
|
 |
Zauważyłem, że cały zespół
jest bardzo zadbany - konstrukcje pomalowane, ani śladu rdzy. Dodatkowe
elementy, jak ozdobna ceramika potęgują wrażenie luksusu. Gorąco zachęcam
do zobaczenia tych szklarni. Jest to punkt programu zwiedzania równie atrakcyjny,
jak Maneken Pis czy brukselski Rynek. |
|
|
 |
Właśnie na rynku w Brukseli skończyła się nasza
krótka eskapada.