|
Cel:
Celem FAQ jest dostarczenie wszystkim potrzebującym szybkiej odpowiedzi na
pytania często powtarzane lub też na pytania, które należałoby sobie
częściej zadawać i rozważać. Chodzi oczywiście o pytania dotyczące języków
stworzonych przez JRR Tolkiena. W szczególności, FAQ ma na celu zająć się
tymi faktami dotyczącymi Tolkienowskiej lingwistyki, które bywają często
ignorowane i/lub nierozumiane przez entuzjastów, szczególnie tych będących
pod wpływem jakichś wpływowych samozwańczych "ekspertów". Niektóre z
podanych tu odpowiedzi mogą się wam wydać niewygodne, jednak są one
prawdziwe, a żaden naukowiec nie może bać się prawdy ani jej ignorować, ani
jej zniekształcać.
Pytania ogólne:
Czy można mówić w quenyi i w sindarinie?
Nie. Słownictwo, gramatyka i składnia języków stworzonych przez Tolkiena,
nawet quenyi i sindarinu, są zbyt niekompletne aby umożliwić nam używanie
tych języków w codziennych rozmowach. Tolkien sam powiedział, że: "Powinno
być oczywiste, że jeśli możliwym jest układanie w quenyi czy sindarinie
fragmentów poezji, to te języki (i relacje między nimi) musiały osiągnąć
wysoki stopień rozwinięcia, ale oczywiście daleko im do formy skończonej,
zarówno pod względem słownictwa, jak i idiomów" (Listy str 380). (Co więcej,
jasnym jest, że prawie za każdym razem kiedy Tolkien brał się za pisanie w
którymś ze swoich języków, rezultatem było wiele nowych wynalazków,
przemyśleń, zmian; tak więc jeśli coś zostało użyte raz, nie znaczy to
wcale, że jest to forma "ustalona" i niezawodna, i to ani w czasie pisania,
ani potem. Tak naprawdę to Tolkien wcale nie miał zamiaru stworzyć quenyi,
sindarinu albo jakiegokolwiek języka w formie "do mówienia" czy w
jakiejkolwiek formie użytkowej. Jego celem była osobista rozrywka. Jak
napisał, "należy podkreślić, że proces wymyślania był / jest prywatnym
przedsięwzięciem podjętym w celu sprawienia sobie przyjemności poprzez
wyrażenie swojego osobistego gustu lingwistycznego i jego zmian" (ibid.)
Nie da się uciec od faktu, że nie można opanować języka bez kogoś, kto
będzie modelem poprawnej wymowy, sprawdzi gramatykę i zrozumiałość
wypowiedzi. Może to być ktoś, kto mówi płynnie tym językiem lub
społeczeństwo tym językiem się posługujące, może to także być zrozumiały i
pełny kurs językowy zgodny z zasadami pedagogiki. Ponieważ Tolkien nigdy nie
ukończył tworzenia swych języków i nigdy do końca ich nie opisał, nie mamy
żadnego zrozumiałego poprawnego modelu. Nawet sam Tolkien nie umiał płynnie
mówić w quenyi czy w sindarinie i nie posługiwał się tymi językami w
rozmowie (bo nigdy nie było to jego celem). Nie można więc uciec od faktu,
że nikt nigdy nie mówił i nie będzie mówił w quenyi i w sindarinie, tak samo
jak nikt nigdy nie będzie mówił w języku, powiedzmy, Etrusków, czy też w
jakimkolwiek martwym języku, który pozostawił po sobie niewiele źródeł. Nie
mówię, że nie ma sensu ani możliwości tworzenia krótkich zdań i fragmentów
tekstu w quenyi i w sindarinie, jeśli tylko opieramy się ściśle na
przykładach i twierdzeniach pozostawionych przez Tolkiena (np. na
przykładach słownictwa, mechanizmów słowotwórczych, reguł gramatyki i
składni zaczerpniętych z jednej fazy koncepcyjnej danego języka) - ale to
nie jest mówienie w tym języku i nie można nadawać mu miana autentyczności,
gdyż jest wysoce nieprawdopodobne, żeby którakolwiek, nawet najbardziej
trywialne forma naszej twórczości wyglądała tak, jakby stworzył ją sam
Tolkien.
Jak uczyć się quenyi i sindarinu?
To zależy co rozumiesz przez "uczyć się". Jeśli chcesz uczyć się quenyi tak
jak niemieckiego czy japońskiego, to po prostu wcale nie da się tego nauczyć
(zobacz poprzednie pytanie). Jeśli chcesz się uczyć tak jak języka gockiego
czy jakiegokolwiek innego języka martwego, który przetrwał tylko
fragmentarycznie, to odpowiedzią jest: poprzez studiowanie odpowiednich,
udokumentowanych, czysto opisowych artykułów omawiających Tolkienowskie
języki, oparte na oryginalnych zapiskach Tolkiena i niezależnych badaniach
oryginalnych materiałów jego autorstwa w celu zbadania poprawności
wysuwanych hipotez. Lecz najlepszą metodą zajmowania się Tolkienowskimi
językami jest samodzielne studiowanie materiałów źródłowych, czyli tekstów
Tolkiena. Należy pamiętać, że Tolkien jest jedynym i ostatecznym autorytetem
w tematyce swoich języków i wypowiadanie czegokolwiek, czego on nie napisał,
nie jest mówieniem w quenyi czy w sindarinie, lecz tylko zgadywaniem (mniej
lub bardziej sensownym) w oparciu o wybrane dane i hipotetyczne fakty z nich
wynikające.
Nie mówię, że sztuczna, ujednolicona quenya przedstawiona na stronie
Ardalambion autorstwa H. Fauskangera czy pseudosindarin Davida Salo
wynaleziony na użytek filmu PJ są bez sensu czy bezużyteczne (ale też nie
mówię, że są bezdyskusyjne). Jednak poważne i przemyślane studiowanie
Tolkienowskich języków nie polega na opanowaniu sztucznych, uproszczonych
schematów podanych przez kogokolwiek. Powinno opierać się zawsze i przede
wszystkim na czytaniu, analizie i próbach zrozumienia przykładów
pozostawionych przez samego Tolkiena w ich naturalnym kontekście i we
wzajemnym powiązaniu, w odniesieniu do konkretnego okresu w życiu autora i
okresu rozwoju języka, jaki Tolkien chciał akurat ukazać.
Czy istnieje ostateczna forma quenyi i
sindarinu?
Nie. Tolkien sam napisał, że "proces wymyślania był / jest prywatnym
przedsięwzięciem podjętym w celu sprawienia sobie przyjemności poprzez
wyrażenie swojego osobistego gustu lingwistycznego i
jego zmian" (Listy str 380,
podkreślenie autora tekstu). Języki Tolkiena nigdy nie osiągnęły żadnej
formy ostatecznej i nigdy nie były "skończone" czy nawet niepodlegające
poważnym zmianom, bo doprowadzenie ich do takiego stanu nie było celem
Tolkiena.
To, co niektórzy określają jako "ostateczną formę" quenyi czy sindarinu "z
epoki WP" jest tak naprawdę sztucznie wyselekcjonowanym materiałem
ujednoliconym przy pomocy wątpliwych zabiegów, materiałem, który w
rzeczywistości rozkładał się na wiele okresów i było w nim wiele zmian, lecz
jednak materiałem, który (jak sądzimy) jest stosunkowo spójny w swej naturze
i koncepcji. Jednakże to, co bywa określane jako "ostateczna" quenya czy
sindarin często wysnute bywa na podstawie materiałów qenyi i noldorinu z
Etymologii. Rozumowanie jest tu następujące: qenya i noldorin są mniej
więcej podobne do quenyi i sindarinu z epoki WP, gdyż w większości podchodzą
pod reguły fonologiczne i gramatyczne wysnute przez nas dla quenyi i
sindarinu. Z drugiej strony mówimy, że możemy wysnuwać hipotezy o fonologii
i gramatyce quenyi i sindarinu na podstawie Etymologii, bo to mniej-więcej
to samo.
Mówiąc o quenyi czy sindarinie to możemy mówić tylko o procesie zmian
językowych na przestrzeni czasu, każde inne podejście ukazuje tylko wyjęte z
kontekstu urywki (zwykle niewielkie) tego procesu i nie są dla całości
procesu ważniejsze niż kawałek papieru, na którym proces został opisany.
Te dwa podejścia są podejściami ekstremalnymi i w poszczególnych przypadkach
trudno powiedzieć, które z nich jest właściwsze. Lecz każdy poszczególny
przypadek występowania quenyi i sindarinu odzwierciedla z kolei moment
koncepcyjny, w którym został napisany odzwierciedlając w ten sposób Sztukę
lingwistyczną Tolkiena, Sztukę, która to właśnie powinna być obiektem
studiów wszystkich Tolkienolingwistów.
A więc czy próby pisania tekstów w quenyi i
w sindarinie są bezsensowne?
Nie. W samym próbowaniu tworzenia tekstów w quenyi i w sindarinie nie ma nic
złego i może ono sprawić wiele radości będąc jednocześnie dobrym ćwiczeniem
językowym (nawet autor tego tekstu pisze czasami w językach Tolkiena,
stworzył np. quenijską wersję modlitwy Ojcze nasz.) Zarówno twórcy, jak i
czytelnicy takich tekstów muszą jednak pamiętać, że nie są to teksty
autentyczne i praktycznie niemożliwym jest, aby Tolkien sam napisał kiedyś
taki tekst. (Możecie porównać wspomniane tłumaczenie Ojcze nasz w quenyi z
przekładem tej samej modlitwy autorstwa Tolkiena opublikowanym w Vinyar
Tengwar 43).
Nowe utwory pisane w językach Tolkiena są tylko kolejnym rodzajem fanfików.
Wielu ludzi lubi fanfiki i nie są one czymś złym (o ile nie naruszają praw
autorskich, ale o tym za chwilę). Jednak jeśli poważnie studiujecie języki
Tolkena, to do nowych utworów nie będziecie przywiązywać większej wagi niż
miłośnicy oryginalnych książek do fanfików - nowe formy twórczości są w
dużym stopniu od oryginałów niezależne. (Co dziwne, nikt nie krytykuje
miłośników książek Tolkiena za brak zainteresowania fanfikami, ale ciągle
słyszymy głosy krytyki, że Tolkienolingwiści nie interesują się nowymi
utworami pisanymi przez fanów w quenyi i w sindarinie.) Należy zdać sobie
sprawę, że celem Tolkienolingwisty nie jest nauczyć się "mówić" w quenyi czy
w sindarinie ani nie chce on poznawać tych języków w żadnym celu
"praktycznym" czy użytkowym, a więc tak samo nie jest jego celem pisanie
nowych tekstów w którymkolwiek z tych języków.
Problem stwarza fakt, że (zarówno na polu literackim, jak i lingwistycznym)
zacierana jest granica pomiędzy oryginalną twórczością Tolkiena a fanfikami.
Twórcy nowych tekstów (celowo lub nie) wstawiają swoją twórczość pomiędzy
Tolkiena a innych jego entuzjastów. Powoduje to - a szczególnie podczas
dyskusji nad językami Tolkiena w internecie - że ludzie zaczynają przyjmować
utwory fanów jak dzieła oryginalne, przyjmując za jedyną prawdę to, co jakiś
inny fan w swoim utworze przekazał, nie odwołując się już do tekstów
oryginalnych. Konsekwencje takiego podejścia nie są, oczywiście, zbyt
groźne: widać jeszczególnie w przypadku, gdy jakiś nowy fan pod wpływem
utworów innego fana źle zinterpretuje koncepcje Tolkiena, a co gorsze potem
takie źle pojęte koncepcję przedstawi komuś z zewnątrz środowiska
Tolkienolingwistów, np. reporterowi gazety.
Z tym jednak chyba nic się nie da zrobić, oprócz, oczywiście, zachęcania
wszystkich piszących w językach Tolkiena do bardzo wyraźnego rozgraniczania
pomiędzy tekstami autentycznymi i nowo stworzonymi albo przynjmniej do
zamieszczenia kilku uwag opisujących różnice występujące pomiędzy tekstem
nowym a tekstami oryginalnymi.
Kilka prostych reguł:
Przedstawione tu reguły pomogą wam ocenić wartość dowolnej pracy traktującej
o językach Tolkiena:
1. Jeśli autor twierdzi, że umie mówić w quenyi lub w sindarinie (albo że
inni umieją mówić tymi językami, albo że mówienie nimi jest w ogóle możliwe)
albo też porównuje języki Tolkiena do Esperanto, powinniście być bardzo
podejrzliwi. Taki autor nie ma racji. Tolkien nigdy nie miał zamiaru, aby
jego języki służyły w funkcji komunikacyjnej. Nie tworzył żadnych języków
pomocniczych. Jego języki to języki Sztuki, a celem ich istnienia był
artyzm, nie przydatność.
2. Jeśli autor dla poparcia swoich hipotez nie odwołuje się do materiałów
napisanych przez Tolkiena (lub czyni to rzadko) a przytacza głównie nowo
sfabrykowane formy i wyrażenia których Tolkien nie napisał, powinniście być
bardzo ostrożni. Używanie własnych przykładów dla poparcia własnych tez bywa
zwodnicze. Żadne dowody popierające hipotezy o językach Tolkiena nie mogą
być wyjęte z kontekstu, w którym zostały napisane, z kontekstu świata
rzeczywistego i z kontekstu świata literackiego. Po wyodrębnieniu np. słów z
kontekstu łatwo można popełnić błąd, choćby taki polegający na dosłownym
tłumaczeniu zdań wyraz po wyrazie.
3. Jeśli autor często używa określenia "forma ostateczna" czy "dojrzała" lub
też mówi o "pomyłkach", jakie Tolkien popełniał omawiając swoje języki,
uważajcie. Autor o takim podejściu będzie pewnie próbował wśród
przedstawianych przez siebie przykładów przytaczać formy przypadkowo
wybrane, pozbawione kontekstu i będzie prawdopodobnie usiłował dopasowywać
przykłady do podawanej przez siebie teorii (zamiast odwrotnie, opierać
teorię na przykładach).
4. Jeśli autor określa jakąś formę mianem "poprawnej" nie odwołując się przy
tym do materiałów pozostawionych przez Tolkiena, bardzo uważajcie. Takie
podejście wynika z przekonania, że językami Tolkiena da się mówić. I jak w
przypadku każdego martwego języka, po którym pozostała niewielka ilość
materiałów (w postaci przekazów ustnych czy pisanych), jest to podejście z
gruntu błędne. Nikt nie może z pewnością powiedzieć, co w takim języku jest
a co nie jest "poprawne", a pomysł z mówieniem w tym języku jest
nonsensowny. Jeśli będziemy udawać, że tak nie jest, tym samym umieścimy
poglądy autora danego tekstu przed poglądami samego Tolkiena i podamy tegoż
autora jako wzór "poprawności", co oczywiście jest nieprawdą.
O prawach autorskich :
Czy, jako języki, quenya i sindarin nie są
własnością publiczną?
Nie. W przeciwieństwie do esperanto (które zostało wyraźnie określone przez
swego twórcę jako własność publiczna) języki Tolkiena nie stanowią własności
publicznej. Są częścią twórczości artystycznej Tolkiena i chroni je to samo
prawo autorskie co jego teksty, czyli między innymi trzeba uważać na długość
cytatu, cel używania i nie przesadzać z kreatywnością podczas tworzenia
własnych prac.
Dobrym przykładem jest tu język klingon, oglądany w nieco innej choć
równoległej perspektywie. Twórca klingonu, M. Okrand, stworzył na potrzeby
swojego języka dość szerokie słownictwo. Nie wszystkie z tych słów zostały
zebrane i opublikowane w jednym kompendium, publikowano różne słowa podając
odbiegające od siebie definicje, np. w różnych książkach, w filmach i
programach telewizyjnych o Star Trek, w gazetce HolQeD. Nikt nigdy nie brał
poważnie pod uwagę zebrania tych wszystkich materiałów i stworzenia i
opublikowania jednego, kompletnego leksykonu, nawet rozpowszechnianego
bezpłatnie, bez zgody M. Okranda i Paramount Enterprises.
A jednak są tacy, którzy właśnie to chcą zrobić z leksykonem języków
Tolkiena. Ich nalegania opierają się na założeniu, że leksykony Tolkiena
przedstawiają spójny, nieskomplikowany zasób "informacji" bez większej
wartości artystycznej niż, powiedzmy, książka telefoniczna czy tego typu
zbiór danych, zatem nie zasługują na większą niż książka telefoniczna
ochronę praw autorskich. Załóżenie takie jest oczywiście błędne. Informacje
zebrane w ksiażce telefonicznej po pierwsze istnieją niezależnie od faktu
istnienia książki, a nawet niezależnie od wszelkich działań twórczych czy
artystycznych. Opisywanie języków Tolkiena jest czymś zupełnie innym niż
tylko zbieraniem niezależnych, niekreatywnych i nieartystycznych faktów czy
informacji. Leksykony języków Tolkiena nie mogą istnieć w oderwaniu od
twórczości Tolkiena, cała ich zawartość jest formą sztuki i przejawem
kreatywnego działania.
Wyrażę to inaczej: gdyby nigdy nie została opublikowana żadna książka
telefoniczna, ludzie i tak mieliby telefony i adresy, które ktoś mógłby
zebrać i ułożyć z nich książkę. Gdyby nigdy nie istniały pisma Tolkiena, nie
mielibyśmy najmniejszych informacji o jego językach i nie mógłby powstać
żaden leksykon. Zatem wszelkie sporządzane leksykony języków Tolkienowskich
opierają się na zbieraniu unikalnej ekspresji artystycznej Tolkiena, a
mianowicie zupełnie oryginalnym i kreatywnym dopasowaniu przez Tolkiena
wymyślonych słów do dopasowanych pod względem artystycznym i estetycznym
znaczeń.
Byłoby hipokryzją z jednej strony roztkliwiać się nad unikalnym pięknem i
estetyką języków Tolkiena (przyciagając w ten sposób fanów, by korzystali z
naszego leksykonu), a z drugiej zupełnie odmawiać tym samym językom
jakiejkolwiek wartości artystycznej, dewaluując je zupełnie i bez przyczyny.
Ponieważ akurat ten problem jest często błędnie interpretowany, muszę
podkreślić jeszcze jedną rzecz: wcale nie musicie prosić nikogo o pozwolenie
opisywania języków Tolkiena ani nawet pisania w tych językach, o ile
będziecie przestrzegali prostych reguł przyzwoitości i generalnych zasad
praw autorskich (sposób i cel użycia, długość cytatu itp.) Nie zakładajcie,
że autor tego tekstu ma coś przeciwko takim działaniom, bo to nieprawda (i
to nieprawda z długą już tradycją, używana dla własnych celów w cynicznych
wypowiedziach ludzi twierdzących, że lingwistyka Tolkiena jest własnością
publiczną i publikacja wszystkiego i we wszelkiej wyobrażalnej formie jest
dopuszczalna).
Pytania do autora tekstu (C.F. Hostettera):
Powiesz mi, jak wyrazić X w quenyi /
sindarinie?
Nie. Cały czas, jaki mogę przeznaczyć na zajmowanie się Tolkienolingwistyką
zajmuje mi praca dla Vinyar Tengwar, Tengwestië, Parma Eldalamberon, listy
Lambengolmor i mojej strony internetowej. Odpowiedzi na pytania tego typu
szukajcie na różnych forach i w grupach mailingowych.
[Źródło:
Elvish Linguistic Fellowship]
|