|
Cuivienyarna Legenda o przebudzeniu się Quendich |
J.R.R. Tolkien |
|
|
|
|
|
|
|
Zgodnie
z legendą, którą przechowali w prawie identycznej formie zarówno Elfowie
z Amanu, jak i Sindarowie, Trzy Klany u swego początku mają trzech elfich
Ojców, których imiona to Imin, Tata i Enel (dosłownie Jeden,
Dwa, Trzy) i pochodzą one od tych wszystkich, których Ojcowie wybrali do
dalszej wędrówki. Zatem wpierw Klany nazwano po prostu Minyar ‘Pierwsi’,
Tatyar ‘Drudzy’ i Nelyar
‘Trzeci’. Spośród tych 144 Elfów, które obudziły się
pierwsze, powyższym Klanom przypadło odpowiednio po 14, 56 i 74 osoby. Te
proporcje ogólnie rzecz biorąc przetrwały aż do Rozdzielenia.
Odkąd
utworzono ich z ‘ciała Ardy’ spali Quendi w ‘łonie
Ziemi’, pod zielenią jej murawy, a przebudzili się, kiedy wreszcie
dostatecznie wzrośli. Jednakże wszyscy ci Pierwsi Elfowie (których zowią
także Niespłodzonymi lub Spłodzonymi przez Eru) nie przebudzili się w
tym samym czasie. Z zarządzenia Eru każdy mężczyzna i każda kobieta
spoczywali u boku ‘przeznaczonych im małżonków’. Ale spośród
wszystkich tych Elfów trzej obudzili się pierwsi, a byli oni elfimi mężczyznami,
bo mężczyźni Elfów ciała mają bardziej krzepkie, bardziej są rządni
wiedzy i ciekawsi nowych doświadczeń w obcych sobie miejscach. W starożytnych
opowieściach nazywają tych trzech Ojców Elfów - Imin,
Tata i Enel. Przebudzili się
oni w tej właśnie kolejności, ale między każdym obudzeniem minęło
trochę czasu. Od nich to, jak powiadają Eldarowie, pochodzą nazwy dla
liczb jeden, dwa i trzy - i są
to najstarsze ze wszystkich liczb.* Imin,
Tata i Enel przebudzili się zanim wstały ich małżonki, a pierwszą rzeczą,
którą ujrzeli były gwiazdy, bo obudzili się o wczesnym zmierzchu, przed
świtem. A później ujrzeli przeznaczone im małżonki spoczywające obok
nich we śnie na zielonej murawie. Tak bardzo pokochali je w ich piękności,
że nagle ożyło w nich pragnienie mowy i zaczęli ‘myśleć o słowach’,
którymi można mówić i śpiewać. A ponieważ byli niecierpliwi, nie
potrafili już dłużej czekać i obudzili swoje małżonki. Tak oto, jak
powiadają Eldarowie, każda z elfich kobiet najpierw ujrzała swego męża,
a jej miłość do niego była pierwszą jej miłością, a jej miłość i
respekt dla cudowności Ardy nadeszły później. A
gdy minęło trochę czasu, gdy pomieszkali oni już trochę ze sobą, i gdy
wynaleźli wiele słów, Imin i Iminyë, Tata i Tatanyë, Enel i Enelyë wywędrowali
razem, i opuścili głęboką zieloną dolinę ich przebudzenia, a Wtedy
Imin zaczął domagać się prawa do wyboru w pierwszej kolejności, jako
najstarszy i powiedział: „Wybieram tych dwunastu na moich
towarzyszy”. I owi elfi mężczyźni obudzili swe małżonki, a kiedy
osiemnaścioro Elfów pomieszkało już sobie trochę ze sobą i nauczyło
się wielu słów a wynalazło wiele więcej, powędrowało razem, i wkrótce
w szerszej jeszcze i głębszej kotlinie natknęli się oni na dziewięć
par Quendich, a elfi mężczyźni właśnie budzili się ze snu w blasku
gwiazd. Wtedy
Tata zaczął domagać się prawa do wyboru w drugiej kolejności, i
powiedział: „Wybieram tych osiemnastu na moich towarzyszy”.
Potem znowu elfi mężczyźni obudzili swe małżonki, mieszkali razem i
rozmawiali ze sobą, a wynaleźli wiele nowych głosek i dłuższych słów.
Potem tych trzydziestu sześciu powędrowało razem dalej, aż dotarli oni
do brzozowego zagajnika nad strumieniem, a tam natknęli się na dwanaście
par Quendich, a elfi mężczyźni, jak poprzednio, właśnie wstawali i
spoglądali na gwiazdy poprzez gałązki brzóz. Wtedy
Enel zaczął domagać się prawa do wyboru w trzeciej kolejności i rzekł:
„Wybieram tych dwudziestu czterech na moich towarzyszy”.
Ponownie elfi mężczyźni obudzili swoje małżonki; przez wiele dni tych
sześćdziesięcioro mieszkało nad strumieniem i wkrótce zaczęli oni
tworzyć wiersze i pieśni do muzyki wody. Wreszcie
znowu wszyscy wyruszyli. Ale Imin spostrzegł, że za każdym razem
znajdywali oni więcej Quendich niż poprzednio i pomyślał sobie w duchu:
„Mam tylko dwunastu towarzyszy, chociaż jestem najstarszy - teraz ja
będę wybierał”. Wkrótce weszli oni w słodko pachnącą jedlinę
na zboczu wzgórza, a tam znaleźli osiemnaście par Quendich i wszyscy
jeszcze spali. Była noc a niebo spowite chmurami. Ale przed świtem zawiał
wiatr i obudził elfich mężczyzn, i wstali oni i spojrzeli w zadziwieniu
na gwiazdy, bo wiatr przepędził chmury i gwiazdy jaśniały od wschodu aż
po zachód. I długi czas tych osiemnastu nowych Quendich nie zważało
wcale na innych, ale wpatrywało się w światła
Menelu. Ale kiedy w końcu skierowali oni swe oczy z powrotem ku
ziemi, ujrzeli tam swoje małżonki i obudzili je, by spojrzały na gwiazdy
wołając do nich elen, elen! W ten sposób
gwiazdom nadano imię. Wtedy
Imin rzekł: „Teraz jeszcze nie wybiorę”; i dlatego Tata wybrał
sobie tych trzydziestu sześciu na towarzyszy; byli wysocy i ciemnowłosi, a
silni jak drzewa jodłowe. Od nich pochodziła później większość Ńoldorów. I
dziewięćdziesięciu sześciu Quendich rozmawiało teraz ze sobą, a ci
nowo przebudzeni wynaleźli
wiele nowych i pięknych słów i wiele sprytnych słownych sztuczek. I śmiali
się i tańczyli na zboczu wzgórza, aż w końcu zapragnęli znaleźć więcej
towarzyszy. I wszyscy razem znowu wyruszyli, aż przybyli nad jezioro,
ciemne o zmierzchu. A było tam bardzo strome, urwiste nabrzeże po
wschodniej stronie i kaskada spadała z wysokości, a gwiazdy lśniły w jej
bryzgach. Ale elfi mężczyźni już kąpali się pod wodospadem i
przebudzili też swoje małżonki. Były tam dwadzieścia cztery pary. Jak
dotąd nie stworzyli oni jeszcze mowy, chociaż słodko śpiewali i ich głosy
echem odbijały się od głazów zmieszane z szumem opadających wód. I
znowu Imin powstrzymał swój głos myśląc sobie: „Następnym razem
będzie to wielka kompania”. Dlatego Enel rzekł: „Teraz moja
kolej i wybieram tych czterdziestu ośmiu na moich towarzyszy”. I stu
czterdziestu czterech Quendich długo mieszkało sobie nad owym jeziorem, aż
stali się jednej myśli i jednej mowy, i byli szczęśliwi. Aż
wreszcie Imin rzekł: „Znowu nadszedł czas, gdy trzeba wyruszać w
dalszą drogę i poszukać nowych towarzyszy”. Ale pozostali w większości
byli całkiem zadowoleni. Wyruszyli zatem tylko Imin i Iminyë ze swymi
dwunastoma towarzyszami i maszerowali długo w dzień i o zmierzchu, w
krainie wokół jeziora, nad którym przebudzili się wszyscy Quendi - z
tego to powodu nazwano je Cuiviénen. Nie
odnaleźli jednak nigdy żadnych nowych towarzyszy, bo opowieść o
Pierwszych Elfach tutaj się kończy. Z tego oto powodu Quendi zawsze później
liczyli dwunastkami, a przez długi czas ich najwyższą liczbą było 144,
i dlatego w żadnym z ich późniejszych języków nie było wspólnej nazwy
dla większej wartości. Także i z tego to powodu ‘Towarzysze Imina’,
czyli Najstarsza Kompania (od której pochodzą Vanyarowie), liczyła
zaledwie czternastu członków i była ze wszystkich najmniejsza, zaś
‘Towarzyszy Taty’ (od których pochodzą Ńoldorowie) było
wszystkich razem pięćdziesięciu sześciu, ale za to ‘Towarzyszy
Enela’, choć byli Najmłodszą Kompanią, było najwięcej; od nich
pochodzą Teleri (czyli Lindarowie), a wszystkich ich razem było
siedemdziesięciu czterech. Pokochali
Quendi na Ardzie wszystko, co już zdążyli zobaczyć, a
wzrastająca zieleń i słońce lata radowały ich ogromnie. A jednak
to Gwiazdy zawsze najbardziej poruszały ich serca i godziny brzasku na
czystym niebie, o jutrzence i zmierzchu, były czasem ich największej radości.
Bo o tej to porze, wiosną tamtego
roku przebudzili się oni po raz pierwszy do życia w Ardzie. Ale Lindarowie,
bardziej niż wszyscy inni Quendi, już od swych początków najsilniej
kochali wodę i śpiewali zanim cokolwiek powiedzieli. *
Eldarińskie słowa, o których mowa to Min,
Atta (lub Tata), Nel. Historycznie
było najpewniej całkiem odwrotnie. Owi Trzej nie posiadali imion, aż nie
rozwinęli swego języka i nadano
im imiona (lub je sobie sami nadali) dopiero po wynalezieniu liczebników
(przynajmniej pierwszych dwunastu). tłumaczył Ryszard Derdziński |
|
|
|
|