![]() |
|
|
|
|
|
Muzyka Śródziemia |
Gimbeard |
|
|
|
|
|
|
|
Wiele
osób czytających jakąkolwiek literaturę staje często przed dylematem co
zrobić, by dodatkowo uatrakcyjnić swoją lekturę. Najprostszym i zarazem
skutecznym sposobem jest zilustrowanie czytanego tekstu odpowiednio dobraną
muzyką. Podobnie sprawa ma się z dziełami J.R.R. Tolkiena. Odpowiednie tło
muzyczne potrafi czasami uczynić cuda i sprawić, że pozornie znana na
pamięć opowieść zyskuje dodatkowy, inny wymiar - staje się pełniejsza.
Kto nie próbował niech to uczyni natychmiast, a na pewno się nie
zawiedzie. Oczywiście każdy ma swój gust i smak i to nim powinien kierować
się w wyborze swojego ulubionego podkładu muzycznego, niemniej jednak
postanowiłem pomóc i przedstawię króciutki spis wykonawców w jakiś
sposób związanych z dziełami Profesora. Nie będzie to lista ani pełna,
ani obiektywna, bowiem zaprezentuję tylko to o czym wiem i co słyszałem
osobiście, jeśli ktoś ma inny pogląd na tę sprawę niech też go
przedstawi, efekty mogą być ciekawe. Z
całą pewnością zacząć należy od muzyki bezpośrednio związanej ze światem
Śródziemia, czyli zaaprobowanej przez
samego Tolkiena. Mam na myśli oczywiście zbiór kompozycji
muzycznych do wierszy z „Władcy
Pierścieni” i „Przygód
Toma Bombadila” pt. „The
Road Goes Ever On. Song Cycle” autorstwa nieocenionego Donalda
Swann’a. Wiem jednak, że zdobyć powyższe rarytasy to czyn heroiczny
bowiem jedyne znane mi wydanie (na płycie analogowej, ma się rozumieć)
pochodzi z roku 1967. Dodatkową atrakcją tej unikatowej, bądź co bądź,
płyty jest to, że obok nagrań muzycznych możemy usłyszeć samego
Tolkiena czytającego fragmenty swej poezji. Obok płyty wydano również
książkę zawierającą zapis nutowy muzyki i przyporządkowane jej
wiersze, a wszystko okraszone ilustracjami, najczęściej autorstwa
Profesora. (Więcej informacji na temat powyższych pozycji można znaleźć
w Símbelmynë #8). Ponieważ
jednak, gdy się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, musimy radzić
sobie samemu i wynaleźć jakieś środki zastępcze. Pierwsze kroki można
skierować w stronę ogólnopojętej muzyki celtyckiej, która staje się
bardzo popularna ostatnimi czasy. Najlepiej jeśli wykonawcą będzie zespół
folklorystyczny, trochę gorzej gdy folkowy, całkiem źle jeśli trafimy na
jakieś komercyjne badziewie, zaledwie „inspirowane” melodyką
celtycką. Jeśli
jesteśmy już przy folku to można również zaopatrzyć się w płytę pt.
„Bilbo” opartą na nieśmiertelnym
„Hobbicie”, a pochodzącą
z dalekich skandynawskich fiordów. Kompozytorami tego materiału jest para:
Par Lindh i Björn Johansson. Te dwa nazwiska, a szczególnie to pierwsze
powinny o czymś świadczyć. Kto do tej pory nie miał do czynienia z
utworami Par’a Lindh’a dużo stracił. Cała płyta jest
niezwykle bogata artystycznie, to prawdziwy muzyczny koktail, z którego wyławiamy
wciąż nowe dźwięki, począwszy od folku, poprzez dark wave, industrial,
a skończywszy na ambiencie i organowych pasażach. Dodatkowo bardzo dobre
wykonanie i aranżacja czynią tę pozycję godną polecenia, bez
ograniczenia wiekowego. Co więcej - jest to niewątpliwie pozycja obowiązkowa
w zbiorach każdego tolkienisty.
Z
płytą koncepcyjną, w zupełności poświęconą twórczości Tolkiena
(dokładniej „Silmarillionowi”),
mamy też do czynienia w przypadku grupy Blind
Guardian, która specjalizuje się w baśniowych opowieściach,
rozgrywających się w najrozmaitszych fantastycznych światach. Wcześniej
jednak nie miała ona jakichś większych powiązań ze Śródziemiem,
dopiero płyta „Nightfall in Middle-Earth” stała się takim pomostem. Całość
jest niejako jedną opowieścią, w której fragmenty muzyczne przeplatają
się z partiami narracyjnymi, odgrywanymi przez zawodowych brytyjskich aktorów.
Sama muzyka utrzymana jest w konwencji mocnego rocka, lub power-heavy
metalu, który charakteryzuje się dużą dynamiką lecz pozbawiony jest
agresji, co czyni go przystępnym nawet dla tych, którzy nie mieli do tej
pory styczności z muzyką tego rodzaju. Kolejny
zespół, dla odmiany austriacki, który całą twórczość poświęcił Śródziemiu
to Summoning. Płyty, stosunkowo
łatwo dostępne, przeznaczone są jednak tylko i wyłącznie dla koneserów.
Każdy kto zetknie się z powyższym zespołem, nie mając wcześniej
kontaktu z dark wave, lub Black Art, absolutnie nie zrozumie zamieszczonej
muzyki. Płyty „Lugburz +
Nightshade Forest”, „Minas
Morgul” czy „Dol Guldur”, to arcydzieła w swoim rodzaju. Są one wymarzoną
ilustracją do fragmentów „Władcy
Pierścieni” traktujących o przygodach Froda w Mordorze, a same
tytuły płyt celnie opisują klimat muzyki. Polecam więc każdemu kto
pragnie usłyszeć marszowe śpiewy orków, miarowy tupot ich nóg na
drodze, Saurona we własnej osobie, czy wreszcie odgłos pracującej
krasnoludzkiej kopalni; nie polecam zalęknionym hobbitom i elfim pięknoduchom. Jeśli
już jesteśmy przy płytach tylko i wyłącznie dla koneserów to możemy
swój wzrok skierować w stronę Isengard
i Gorgoroth. Jednak osobiście
nie polecam tej muzyki nikomu, a już szczególnie laikom. Na dłuższą metę
może ona doprowadzić do rozstroju nerwowego, szczególnie jeśli chodzi o
tę drugą nazwę. O ile jeszcze płyty Isengard
prezentują jakąś wartość, to Gorgoroth
jest totalnym nieporozumieniem, wszak z Tolkienem jest wspólna tylko i wyłącznie
nazwa. Nie polecam.
W
zupełnie innych klimatach oscyluje amerykańska formacja Ilúvatar. Techniczno-
progresywny rock
zdaje się tu dominować. Bynajmniej arcydziełem płyta nie jest, a
odniesienia tolkienowskie kończą się na nazwie i tytułowym utworze. Teraz
czas na wykonawców starszej daty. Tutaj spotkamy nasz rodzimy Mordor.
Polecam płytę pt. „Nothing…”,
a szczególnie utwór- „The
Kingdom of Mordor”. Na własnym przykładzie wiem jednak, iż płyta
owa jest praktycznie nieosiągalna, bowiem ma ona już swoje lata. Dzisiaj z
Tolkienem zespół łączy już tylko nazwa, a najnowsze produkcje w niczym
nie przypominają dawnego surowego i „garażowego” brzmienia.
Zaznaczam jednak, iż pierwsza płyta nadaje się tylko dla miłośników
gatunku doom lubujących się w wokalnym „growlingu”, późniejsze
oscylują w klimatach gothic, ale arcydziełami niestety nie są. Specjalną
pozycją dla role-playowych morderców i zabijaków jest Morgoth. Płyty są przeznaczone tylko i wyłącznie dla koneserów
różnych muzycznych peryferii, których marzeniem jest zostać orkiem lub
trollem. Kto nie słyszał do tej pory o Morgoth
niech zapomni, że przeczytał ten akapit.
Na
polskim podwórku znaleźć możemy również projekt Michel Delving, parający się muzyką elektroniczną. Nazwiska twórców:
Roberta Chojeckiego i Bartłomieja Dramczyka są znaczące, przynajmniej dla
tych, którzy mieli jakiś związek z demo-sceną amigowską i wiedzą kto
krył się za pseudonimami R MM CH i BAD. Muzyka przez nich prezentowana na
płycie „Władca Pierścieni”
to dość ciekawe połączenie industrial z peryferiami rocka. Polecam
szczególnie jako ilustrację do rozgrywek RPG i dla ukojenia umysłu. Ostatnią
pozycją jest gothic-rockowy zespół Lorien,
z wydawnictwem pt. „Lothlorien”.
Osobiście nie znajduję w muzyce tej grupy jakichś wyraźnych
tolkienowskich wpływów, co nie oznacza, że jest ona zła. Po prostu zespół
równie dobrze mógł by się nazywać zupełnie inaczej i wydać płytę
pod zupełnie innym tytułem i nie miało by to jakiegoś wyraźnego wpływu
na ogólny klimat. Cóż, można posłuchać. Oczywiście
jest jeszcze całe mnóstwo innych wykonawców, którzy podkreślają swe
związki z Tolkienem na różne sposoby, bądź przez nazwę grupy, tudzież
pseudonim. Lecz zazwyczaj na tym kończy się ich przygoda ze Śródziemiem.
Świadczy to jednak o jednym- dzieła J. R. R. Tolkiena są potężnym źródłem
inspiracji i natchnienia, nie tylko dla muzyków, ale dla artystów
wszelkiej maści. To na razie wszystko, temat pozostaje wciąż jednak aktualny i oczekuje na rozwinięcie przez kogoś kto muzykę Śródziemia zna dokładniej i z innej strony. Nie zapominajcie też, że nie zawsze z Tolkienem kojarzyć musi się to, co w nazwie ma jakąś cząstkę Jego świata . Znam wielu ludzi, którzy swoje wędrówki po Endorze ilustrują muzyką poważną, a nawet… chórami gregoriańskimi. Efekt zawsze pozostaje ten sam. |
|
|
|
|