Beowulf

- fragmenty

w tł. Magdaleny Kroczak

 

 

O założycielu Skyldingów

 

Słyszeliśmy o zatrzęśnięciu się duńskiego tronu, i jako to

królewskie rody kwitły w owych dniach, i jak to one zdobyły swą sławę.

 

Czyż nie był Scyld Shefing tym, który wstrząsał dworami,

Chwytając konar uczył gromadzących się wrogów bać się go?

Jego, którego w dzieciństwie znaleziono bez odzienia nawet?

Wciąż żył i gospodarzył pod niebem, wzrastając w siłę i sojusze.

Aż w końcu klany sąsiednie, na brzegach morskich osiadłe, ponad

drogą wielorybów posłuszne były mu już wszystkie i płaciły trybut.

I był dobrym królem.

 

Potem dziecię przybyło Scyldingom,

młody chłopiec wśród dziedzińców.

Nadzieja dla ludu, od Boga zesłany im.

Utwierdzający Życie i Rozdawca Chwały,

owo błogosławieństwo podarował im.

Rozprzestrzenia się szeroko przez północne

kraje imię Beowa syna Scylda.

 

Gdy młody powinien okazać swe cnoty, rozdawać

lekką ręką gdy jest w domu swego ojca, aby

w starczym wieku, gdy się wrogowie zbierają,

przyjaciele stanęli przy nim i ochotnie służyli mu.

Bo tylko przez czyny chwalebne człowiek

obdarzony zostaje honorem u każdego ludu.

 

W godzinie dlań zgotowanej, odszedł Scyld, bohater

przeszedł pod opiekę swego Pana. Powiedli go ku kresowi

morza, zaprzysięgli druhowie, jako, że sam pragnął ich

przy sobie gdy używał jeszcze mowy, Stróż Scyldingów,

ukochany założyciel ludu, długo panujący.

 

Hrothgar buduje Heorot

 

Wtedy to sława w bitwie przyznana Hrothgarowi, mistrzostwo

jemu w polu. Słuchali go radośnie przyjaciele i krewniacy

i wzrośli w wielką kompanię. Przyszło mu na myśl aby

zarządzić budowę ogromnego dworu. Domu większego niż,

wszystko o czym ludzie słyszeli na ziemi. I by dzielić się

darami od Boga danymi jemu, złożonymi na tej podłodze,

z ludem młodym oraz starym – poza gruntami pospólstwa i

niewolników gromadą. Szeroko i daleko, jakem słyszał,

wykonywało tę pracę, wielu, z plemienia zamieszkującego

po środkowych ziemiach. I jako ludzie powiadali, dla

najwspanialszego z domów, poranek gotowości prędko

nastał. Heorothem go nazwał, ten, którego słowo

władne w szerokim imperium.

 

Grendela wojny z Hrothgarem

 

Ból był powodem, że duch przepotężny, zamieszkujący

w ciemności, przetrwał ten czas, codziennie słysząc hale

wypełnioną głośnym świętowaniem : była tam muzyka harf,

czysta pieśń poety, doskonałego w opowiadaniu o pierwszym

tworzeniu rasy człowieczej. Mówił on jak, dawno temu

Pan, Ziemię kształtował, jasną równię zawartą w oceanie

uniesiony radością, tryumfalnie, ustanawiał księżyc oraz

słońce, dość jasne, aby oświetliły ziemskich mieszkańców,

i zaopatrywał oblicze Ziemi, które miało nadejść w liście

i gałęzie. Wówczas On życie podarował, każdemu rodzajowi

stworzenia, które skrada się i porusza.

 

Tak beztroskie życie wiodła kompania ludzi, wszelkie dobro z nimi

Aż, póki Jedyny zaczął być złem okrążony, wrogiem z piekieł.

Nazywano Grendelem pewnego okrutnego ducha. Podłą i błotnistą

była jego kryjówka, nawiedzone kresy. Ta nieszczęśliwa istota

długo żyła w krainie potworów, odkąd Stwórca odrzucił je

wszystkie, jako plemię kainowe. Albowiem za życie Abla zemstę

powziął odwieczny Pan. Nie było radości w owym brudzie,

z daleka od rodziny ludzkiej. Bóg, za jego czyn hańby oddalił go.

Od Kaina wywodzi się wszelkie rodzaje obrzydliwych – ogrów

i elfów, i złych cieniów – tak i Olbrzymów, które dołączyły do

długich wojen z Bogiem. A On dał im ich nagrodę.  

 

Z nastaniem nocy Grendel nadszedł i ujrzał domu

wielkiego gościnę gdzie żyli Dunowie – pierścienni władcy,

I gdzie róg miodny krążył dookoła. Zastęp szlachetnych

znalazł w Heorocie, śpiących po wieczerzy w spokoju.

Ich smutki zapoznane, właściwy to ludziom stan.

Szalony gniewem uderzył pośpiesznie, stworzenie zła.

Ponury i chciwy, pochwycił z siennika trzydziestu

wojowników na raz. I zawrócił stamtąd do domu

gdy już swą zdobyczą uradował się. 

 

Dzień wybuchnął poranka światłem,

co uczyniła Grendela wściekłość stało się

widoczne. Przy zastawionych stołach, nocny śmiech,

w żałobne lamenty przemienił się. 

Lord Hrothgar usiadł wtedy, silny mąż w żałobie, chwalebny

król rozpaczał po swych thanach, kiedy czytano ślady

wroga potwornego, przeklętego diabła. Zbytnio okrutna

była to waśń, zbyt długa i trudna!

Nie pozwolił im odpocząć ani następnej nocy, ani potem

ale nowe potworności powodował, więcej mordów,

mężobójstwa i wściekłości, nie zachwiany i nie dościgły był,

– bo w tych uczynkach nazbyt był sprawny. 

 

Mroczny śmierci cień, zawsze przeciwko nim, młodym

i starym pospieszał, obrzydły, obserwował ich i czekał na

zdążających nocą po moczarach mglistych. Człowiek

nie mógł wiedzieć gdzie, piekielni druhowie dziś mu przetną drogę.

 

Tak Grendel stał się władcą, przeciw prawym walczył,

Sam przeciw wszystkim. I wtedy pusty stał najlepszy z domów.

Na dwanaście długich zim, cierpienia spadły na Przyjaciela

Scyldów, srogie smutki i wrogowie każdego rodzaju.

Które to dopusty nie były skryte przed synami rodzaju ludzkiego,

Ale obwieszczane wszem w ponurych pieśniach. Jak Grendel

długo na Hrothgara napadał, krzywdy które mu uczynił,

przez wszystkie, przeklęte lata zła, wściekłości i prześladowań.

Pokój dla towarzyszy hrothgarowego dworu nie miał dostępu

do jego umysłu, [...] 

 

Wyzwanie stróża wybrzeża

 

Przeprawa dobiegła końca. Wędrówka znalazła swój kres.

Geatowie - wiatru pogromcy stanęli i żywo wstąpili na brzeg.

Lina schwyciła brzeg, podzwaniały pierścienie kolczug, i bitewne pasy.

Bogu dziękowali za łaskę łatwej przeprawy poprzez słony trakt.

Strażujący tam człowiek, zobaczył ich z muru, na którym stał.

Powierzono mu patrolowanie klifu dla Scyldingów. Dojrzał,

ruszające z chodnika przystani, wypolerowane drzewce lipowe

i czyste wyposażenie wojowników. Ciekawość powiodła go,

aby dowiedzieć się kim ci ludzie być mogą. Kiedy konno

przemierzał drogę w dół, do portu, hrothgarowy than, groźnie

zabłysnął włócznią, potrząsaną na długość ramienia, wypowiadając

wyzwanie : Nieznajomi, skierowaliście okręt zanurzony

w fale morskiej drogi, by osiągnąć nasze brzegi.

Po ubraniach widzę, żeście wojownicy. Muszę więc

zapytać, kim jesteście ludzie. Wszystkie moje lata przeżyłem, strzegąc

tego krańca ziemi, aby żadni cudzoziemcy, z flotą uzbrojoną, lądując

w Danii nie mogli nas skrzywdzić. Noszący tarcze, nigdy jeszcze

nie przybyli na ten brzeg, tak otwarcie. Nie miejcie żadnej

pewności na gościnę tutaj, to słowa na odejście rzucone wam

od Hrothgara i Hrothulfa !      

 

Kurhan Beowulfa

 

Syn Weoxtana, dla swej mądrości wywołan z drużyny,

własnych, królewskich thanów, których siedmiu było

on zaś, z nich najświetniejszy, jako ósmy wojownik,

zanurzył się pod nieprzyjacielski dach.  Idący na

przedzie człowiek niósł gorejącą pochodnie.

Kiedy ludzie przeszukali skarbiec, pozostały bez straży,

rozwleczony po podłodze sali, nie wybierali, komu przede

wszystkimi zwrócić go należy lecz, najszybciej jak

mogli wynieśli na zewnątrz, skarby drogocenne, a wypchnęli

smoka, robaka, poza klify, aby go fale zabrały, i tak przypływ

zagarnął, zagarniającego skarby. Nieopisana była obfitość

splotów złota załadowanego na wóz, i książę wojownik, tego

dnia się narodził, rogatogłowy, dla Hronesness.

Wówczas, stos pogrzebowy dla niego, wzniosło Geatów plemię.

Nie skromny wzgórek ale jaśniejący kolczugami i wojennymi

tarczami, złożonymi tam hełmami, wszystkimi których by chciał.

Tam i bohaterowie, opłakujący wielkiego wodza, złożyli go pośrodku,

ich wychwalanego pana. Na szczycie zaś, kopca, wzniecili największy

z pogrzebnych płomieni. Czarny, drzewny dym wzniósł się z ognistych

języków, i zawodzenie ogni mieszało się z łkaniem. Wichry wstrzymały

się i zamilkły gdy gorąc (żar) w ogniska sercu trawił mieszkanie z kości.

I oto, w żałobliwym stanie wypowiedzieli swój smutek po zamordowanym panu.

 

Kobieta Geatów, zaśpiewała w smutku lament na jego śmierć.

Głośny był jej śpiew, jej włosy splecione, ciężar jej strachu, że dni

pełne zła były jej przeznaczeniem. Żołnierze wycięci, groza

szalejących armii, niewola i upokorzenie. Niebo przełykało dym.

 

Wówczas lud Geatów zbudował dla niego fortece na przylądku,

tak wysmukłą i rozległą, iżby żeglarze mogli ją ujrzeć z daleka.  

Znak dla ludzi wojennych, szalonych w bitwie, w dziesięć dni zbudowali.

Rzemiosłem tak świetnym, jakby najprzemyślniejszy z mężów, ją mógł ukształtować.

Wraz złożyli tam, w grobowcu, torkwesy, klejnoty, i wszelką wspaniałość,

którą on wcześniej sposobem wojennym i wrogim, odebrał ze skarbca.

Pozostawili ziemskie dobra erla, pod opiekę ziemi. Złoto w błocie, niech

odtąd spoczywa, nie bardziej użyteczne ludziom, niźli było przed wszystkimi wiekami.

 

Tedy wojownicy, objechali kurhan dookoła,

dwunastu ich wszystkich, a sami książęcy synowie,

recytowali śpiewy pogrzebowe, by wypowiedzieć

ich rozpacz, mówili o człowieku, żałowali ich króla,

Wychwalali jego ludzkość i umiejętność rąk jego,

Wynosili jego imię, słusznie człowiek winien

obsypywać zaszczytami swego pana i przyjaciela,

kochać go w sercu swoim, kiedy z domu ciała

droga w przód, kładzie się przed nim nareszcie.

Oto sposób w jaki żałobę czyni lud Geatów,

wespół ucztując, za ich poległego pana,

powiadają, że był ze wszystkich królów świata,

najłagodniejszym i najbardziej godnym,

dla swego ludu najmilszym, i najchciwszym

sławy.

 

 

Koniec