![]() |
|
|
|
|
|
Dialogiczność Śródziemia J.R.R. Tolkiena |
Christopher Garbowski |
|
|
|
| Jest to pisemna wersja referatu wygłoszonego w czasie Bloku Tolkienowskiego Polconu 1997 w Katowicach, zamieszczona później w magazynie Gwaihir nr 6. | |
WSTĘP
Od
paru ładnych lat brytyjskie Tolkien Society organizuje
co roku seminarium naukowe, poświęcone różnym zagadnieniom związanym
z twórczością autora Władcy Pierścieni. Temat seminarium
z 1997 roku, które odbyło się w sobotę 21 czerwca,
sformułowano jako The Ways of Creative Mythologies: Imagined Worlds and Their Makers. Jako
że uczestniczyłem w takim seminarium po raz
pierwszy, nie mogę porównać go z innymi, lecz zdaniem uczestników
wcześniejszych spotkań było ono szczególnie udane. Seminaria te różnią
się pod paroma względami od czysto naukowej konferencji,
m.in. poprzez fakt, że poza pracownikami uniwersytetów czy innych
placówek badawczych, również i zainteresowani tematem entuzjaści
przedstawiają własne referaty. Poza tym, są one otwarte dla publiczności,
tak dla studentów i innych zainteresowanych, jak i dla członków
Towarzystwa Tolkienowskiego. Frekwencja tego seminarium
była wyjątkowo wysoka. Animatorką
tego przedsięwzięcia była Maria Kuteeva, doktorantka z Manchester
University. Wprowadziła ona w życie dwa
pomysły, które postawiły seminarium na dość wysokim poziomie. Po
pierwsze, postanowiła, aby było ono zorganizowane wspólnie z
anglistyką na uczelni, na której studiuje, co podwyższyło jego rangę
i przyciągnęło bardziej ambitnych prelegentów. Po drugie, temat konferencji był w gruncie rzeczy porównawczy, co pozwoliło
spojrzeć na Tolkiena przez
pryzmat zagadnienia mitu w bardzo szerokim
ujęciu. Lecz tam gdzie jest duch Tolkiena okazuje się, że nic nie
może się odbyć według jakiegoś sztywnego planu. Na przykład przy
okazji sesji panelowej na zakończenie konferencji, jeden z nie zaproszonych
wcześniej prelegentów-amatorów stwierdził, że to on właśnie powinien
uczestniczyć w panelu. I tak się też stało, pomimo niezadowolenia
przynajmniej jednego z czcigodnych profesorów. Trzeba
powiedzieć, że konferencja, choć krótka, była bardzo intensywna. Aby
umieścić dwadzieścia trzy referaty w ciągu jednego dnia organizatorka
musiała podzielić większość z nich na trzy równolegle sesje. Miałem
zaszczyt otwierać konferencję na porannej sesji plenarnej, lecz niewątpliwą
gwiazdą seminarium był profesor Tom Shippey, autor The
Road to Middle Earth. W swoim referacie "Grimm, Grundwig and
Tolkien: Nationalisms and the Invention of Mythologies" w żywy i
wnikliwy sposób ukazał jak poczucie braku mitologii narodowej, zainspirowało
Tolkiena do stworzenia jego własnej
wersji takiej mitologii. Przyznał jednak, że ta inspiracja widoczna jest
bardziej w pierwotnej wersji mitologii, niż w późniejszej. Shippey był również
duszą konferencji w kuluarach, dbając o to, aby po zakończeniu programu
spore grono uczestników znalazło się w pubie. A nikomu nie trzeba
przypominać jak ważne są puby - lub ich brak w trylogii Tolkiena. Dla
mnie szczególnie ważnym momentem było spotkanie z profesorem Brianem
Rosebury, autorem świetnego studium J.R.R. Tolkien:
A Critical Study - książki, która zainspirowała mnie do prowadzenia
badań nad twórczością pisarza. Można rzec, upraszczając nieco sprawę,
że Shippey w swojej książce ukazał bogate intelektualne zaplecze
Tolkiena, Rosebury, zaś zręcznie zaprezentował miejsce autora w
literaturze dwudziestowiecznej. Oczywiście ważnym tematem rozmów
kuluarowych był plebiscyt przeprowadzony przez łańcuch księgarń
Waterstone’a oraz telewizyjny kanał BBC 4. Przy udziale ponad
dwudziestu tysięcy czytelników właśnie Władca
Pierścieni został wybrany w głosowaniu jako książka stulecia.
Profesor Shippey oraz dr Scott Kleinman z Cambridge uznali plebiscyt za
kolejny dowód na to, że ustalający programy studiów w zakresie
literatury angielskiej popełniają błąd, jeśli nie uwzględniają
Tolkiena. Profesor Bell z University of Warwick był natomiast zdania,
że taki plebiscyt ma wyłącznie znaczenie socjologiczne. Dyskusja
panelowa miała naświetlić zagadnienie mitu. Przyznam się, że nie wywarła
ona na mnie większego wrażenia (choć po zbyt bogatym programie również
i przemęczenie miało tu swój udział) utrudniając skupienie uwagi. Jeden
z członków Towarzystwa Tolkienowskiego ujął chyba sprawę najlepiej (po
powrocie z pubu, oczywiście). Dla niego mit to po prostu opowieść, która
z jakiejś przyczyny sprawia, że bez niej trudno żyć. Zadziwiające, że
ponad czterdzieści lat po publikacji Władca Pierścieni
dalej stanowi taką właśnie opowieść dla licznego grona czytelników. DIALOGICZNOŚĆ
ŚRÓDZIEMIA TOLKIENA
W
artykule tym przyjrzę się temu, co można z grubsza nazwać dialogicznością
Tolkienowskiego Śródziemia. W literaturoznawcach wzbudzi to oczywiście
skojarzenia z dialogizmem Michaiła Bachtina. I rzeczywiście bogata
koncepcja Bachtina - czy raczej zbiór koncepcji - będzie wykorzystana
dla celów analizy, ale zostanie zmodyfikowana, nawet podporządkowana
psychologii Viktora E. Frankla, jako że dla naszych celów dialogiczność
będzie przede wszystkim odnosiła się do otwartości Śródziemia oraz
relacji Ja do Innego, dostrzegalnej w obrębie tej mitologii. Według
Frankla dynamika naszego poszukiwania sensu, głównego czynnika
motywacyjnego w ludzkim życiu, prowadzi nas do przekraczania samych siebie.
Oznacza to, że „człowiek jest istotą odpowiedzialną i musi
aktualizować potencjalny sens swojego życia”1.
Nic dziwnego, że wartości odgrywają kluczowa rolę w tym procesie. Ale
jakie wartości stanowiły natchnienie dla Tolkiena? Najlepiej
chyba znane stwierdzenie pisarza na temat motywacji do tworzenia pochodzi z
jego wstępu do drugiego wydania Władcy
Pierścieni, w którym pisze o „chęci autora baśni i opowiadań,
by wypróbować swe siły w utworze o naprawdę szerokim rozmachu; chciałem
napisać długa opowieść, która by przykuwała uwagę czytelników, bawiła
ich, zachwycała”. W
stwierdzeniu tym zawiera się wyraźne przesłanie aksjologiczne. Mianowicie
życie jest darem, a szczęście jego ważną, jeśli nie najważniejszą częścią.
Zabawa i zachwyt są z pewnością czynnikami, których nie należy lekceważyć
doceniając dar, jakim jest życie[1].
Nie możemy także lekceważyć leżącego u podłoża mitologii Tolkiena
upodobania do tworzenia nowych wyrazów, do czego pisarz otwarcie się
przyznawał[2]. Jednak
Tolkien sugeruje także, że ma nadzieję, iż jego opowieści wyrażają
swego rodzaju prawdę[3]. Chociaż w swojej
mozolnej pracy nad zamierzeniem artystycznym, które stało się znane jako
Śródziemie, nie udało mu się znaleźć podobnej metody narracji jak w
trylogii, nie zniechęciło go to jednak do poświęcenia temu ponad połowy
życia. Co więcej, dla znacznej liczby czytelników całość dzieła
pisarza posiada znaczenie przekraczające sumę jego składników. To, o
czym pisze Willis B. Glover w związku z
Władcą Pierścieni dotyczy również samego Śródziemia. Glover
twierdzi, że ci, którzy czytają trylogię, aby uciec od rzeczywistości
mogę odkryć, że sami uciekają "nie od rzeczywistości do iluzji,
ale od iluzji zrodzonych z naszych mylnych pojęć o rzeczywistości do
bogatej rzeczywistości ujawnionej poprzez twórczość Tolkiena."[4]
Tutaj, jak widzimy, dzieło pisarza nasuwa dodatkowy problem, jako że
samo w sobie jest nośnikiem znaczenia dla innych. Zarówno z takiej
perspektywy, jak i z punktu widzenia poszukiwania sensu przez autora, Śródziemie
jest jego najistotniejszym wytworem. Zrodzone z Tolkienowskiej potrzeby
subkreacji, czyli twórczości ludzkiej (w czym człowiek naśladuje Stwórcę)
- Śródziemie pojawiło się w twórczości autora pod koniec pierwszej
wojny światowej, a może nawet wcześniej i było stale, do samego końca
życia pisarza, rozwijane i modyfikowane poprzez książki o tak różnym
charakterze jak Hobbit, Władca Pierścieni, oraz to, co można razem określić
mianem Silmarillionu. Jak
już wspomniałem, aksjologiczna koncepcja dialogizmu znajduje tu częściowe
zastosowanie ze względu na zawarty w niej aparat badawczy, przydatny do
analizowania utworów o charakterze estetycznym. W przeciwieństwie do
niektórych współczesnych kierunków filozoficznych, upatrujących w Innym
możliwe zagrożenia - Sartrowskie "piekło to inni" nasuwa się
tu automatycznie na myśl - według Bachtina Inny ma możliwość
wzbogacenia nas samych. W tym węzłowym punkcie dialogu, o ile można go w
ten sposób rozumieć, jest bardzo bliski egzystencjalnej analizy Frankla. W
jakim sensie Śródziemie jest dialogiczne? Niektórzy krytycy próbują
upatrywać siłę stworzonej przez pisarza mitycznej rzeczywistości w
zastosowaniu archetypów. Może jest w tym trochę racji, ale jeśli posłużymy
się ważnym tekstem Tolkiena O baśniach z 1939 jako kluczem do Środziemia,
warto zauważyć, że czasami jego idee są być może nie zbieżne, ale
przynajmniej potwierdzające Bachtinowską koncepcję wypowiedzi, która kładąc
nacisk na jednostkowy charakter aktów mowy oraz czynów, przeciwstawia się
archetypom jako takim. Dla Tolkiena każda sytuacja w jakiejkolwiek baśni
jest, jeśli nie unikalna, to ważna z własnej perspektywy aksjologicznej.
Kto wie, czy nie z jeszcze większą siłą, czas i przyroda wspomagają
oryginalność wypowiedzi? Przecież wiosna nie jest mniej piękna dlatego,
że już ją widzieliśmy lub, że słyszeliśmy o niej: od stworzenia aż
do końca świata nigdy podobne zjawiska nie będą tym samym. Każdy liść
- dębu, głogu czy jesionu - to niepowtarzalne wcielenie ogólnego kształtu;
a dla niektórych właśnie tegoroczne wcielenie może być tym pierwszym,
choć drzewa wypuszczają liście od niezliczonych ludzkich pokoleń. Możemy
nawet powiedzieć, że w tym wypadku Tolkien dodaje coś do skrajnie
antropocentrycznej koncepcji Bachtina. Jedną z głównych koncepcji
artystycznych pisarza, oczywiście nieoryginalną, jest rzecz jasna pojęcie
subkreacji, poprzez które artysta naśladuje Stwórcę wyobrażając sobie
własny świat. Według pisarza "Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i
elfów," a zatem twórczości pisarza. Tak, więc na pewnym poziomie
akt tworzenia jest zaproszeniem do relacji Ja-Ty z niezwykle wzbogacającą
drugą osoba, jaka jest sam Bóg. Jednym
z paradoksów zauważonych przez Frankla jest to, że naśladując Boga
stajemy się głęboko ludzkimi.[5] I tak, co można lepiej
zrozumieć parafrazując koncepcję Lacana, widząc siebie samych odbitych w
transcendentnym Ty, zdobywamy potężne zwierciadło do spełniania naszego
ludzkiego potencjału. Subkreację Tolkiena można postrzegać jako koncepcję
artystyczna pozostającą w zgodzie z tym zaleceniem i proponującą drogę
do osiągnięcia pełni człowieczeństwa. Chociaż o tyle o ile ten
stworzony świat musi mieć "spójność cechującą rzeczywistość",
sama koncepcja może właściwie prowadzić do dzieła o zamkniętym
charakterze. Tymczasem świat stworzony przez Tolkiena zyskał otwarty,
dialogiczny składnik w wyniku kilku czynników. Po pierwsze osiągnięcie
takiej spójności jest możliwe jedynie w ramach ograniczonej struktury
narracyjnej. Zważywszy fakt, że pisarz, jak już wspomniałem, pracował
nad wyobrażonym przez siebie światem przez większość dorosłego życia,
trudno się dziwić, że koncepcja Śródziemia ulegała znacznej ewolucji.
Co więcej, Tolkien kształtując swój świat czerpał z wielu gatunków
literackich, tworząc z czasem zarówno samoistne utwory, takie jak Władca
Pierścieni oraz te nieukończone, wydane pośmiertnie, jak to miało
miejsce w wypadku Silmarillionu, i wymagające wiele dodatkowej pracy redakcyjnej.
Inny czynnik decydujący o otwartości stworzonego świata wypływa z faktu,
że 'rzeczywistość' można postrzegać jako otwartą. Stąd jakikolwiek
artystyczny zamiar, który rzeczywiście ma wewnętrzną konsystencję
'rzeczywistości' musi ostatecznie posiadać tę cechę. W
swojej książce The Road to Middle Earth,
Tom Shippey w przekonujący sposób ukazuje jak nie tylko źródła
literackie, ale nawet wyrażenia archaiczne inspirowały twórczość
pisarza. Natomiast Brian Rosebury w Tolkien:
A Critical Assessment pokazał w interesujący sposób, jak w miarę upływu
czasu proza Tolkiena ewoluuje od 'niezróżnicowanego archaizmu' Zaginionych
opowieści w kierunku powieściowej 'przejrzystości' Władcy Pierścieni; w tym ostatnim zastosowanie wzniosłego stylu
staje się również elastyczne. Jakiej
ewolucji uległo Śródziemie? Oczywistym przykładem może być to jak
stosunkowo wcześnie Śródziemie ewoluuje od dość dosłownie rozumianej płaskiej
ziemi do bardziej naturalnej okrągłej w tak zwanym Drugim Wieku. Co
ciekawe, obydwa stadia zachowane są w ostatecznej mitologii w interesujący
sposób. Wpływ źródeł literackich, zawsze obecny, ustępuje jednak częściowo
wpływom samego życia. Wielki
zamiar Tolkiena, Silmarillion, nazwano
z pewną dozą racji rodzajem szkicownika; pisarza można porównać do
Leonardo da Vinci ze względu na to, że obydwaj rzadko kończyli swoje
zamierzenia twórcze, zostawiali za to fascynujące projekty. Wszystko to
wraz z faktem, że wiele opowieści ma liczne wersje, prowadzi do tworzenia
swoistego 'kotła opowieści', o którym Tolkien mówił w odniesieniu do baśni,
czy jakby mógł powiedzieć Bachtin, do niekończącego się dialogu, w którym
"nie ma słowa ani pierwszego, ani ostatniego." Ważnym
aspektem tego "kotła" są gatunki prozą i wierszem, które składają
się na bogactwo Śródziemia. Jeśli jednak interesuje nas rola gatunku pod
względem znaczenia i wartości, warto zacząć od Bachtina, według którego
istnieją dwa główne gatunki pociągające za sobą większość
pomniejszych: epos i powieść. Jeśli idzie o epos, wykonawca i słuchacz
związani immanentnie - z tym gatunkiem sytuują się w jednym czasie i na
jednym poziomie hierarchii wartości, natomiast przedstawiony świat bohaterów
istnieje na zupełnie innym i niedosiężnym, bo oddzielonym epickim
dystansem, poziomie czasu i wartości. Powieść
z kolei znajduje się w ciągłym związku z pisarzem i jego czytelnikami.
Jeśli idzie o Śródziemie, ten pierwszy gatunek można pod pewnymi
względami przypisać szeroko rozumianemu Silmarillionowi,
podczas gdy powieść jest najbardziej odpowiednim określeniem
gatunkowym dla Władcy
Pierścieni. Fascynującą
rzeczą jest to, jak obydwa gatunki łączą się wzajemnie w Śródziemiu.
Rosebury krytykuje Silmarillion za
jego nijakość. Podaje przykład z Dwóch
Wież, kiedy to Gandalf pragnie ujrzeć tworzenie przepięknego miasta
Tirion; scena ta zawarta w Silmarillionie
raczej rozczarowuje. Jeśli patrzymy na ten tekst po prostu jako na utwór
literacki, krytyka ta jest w dużej mierze uzasadniona. Chodzi jednak o to,
że Silmarillion, w związkach jakie zyskuje poprzez trylogię może dać
nam poczucie, że to, co wiedział Gandalf jest mniej więcej tym, co
znajdujemy w eposie. A zatem my wraz z nim pragniemy bardziej przekonywującego
opisu tego wydarzenia. Praktycznie rzecz biorąc powieść podporządkowała
sobie epos, aby stworzyć większą całość. Powieść
jest najbardziej dialogicznym z gatunków, stąd większość dalszej
analizy skupię na Władcy Pierścieni.
Tolkienowska koncepcja eukatastrophe
[dosł. 'szczęśliwe rozwiązanie' (gr.)] - dość ważna dla
zrozumienia trylogii - jest otwarta, chociaż na pierwszy rzut oka nie robi
takiego wrażenia. Szczęśliwe zakończenie, które proponuje - jak usiłuje
wykazać autor - "poprawniej byłoby zwać ‘dobrą katastrofą’,
nagłym radosnym zwrotem akcji (bo żadna baśń tak naprawdę nigdy się
nie kończy)" . (Drzewo i liść, s. 70.) Tak,
więc kiedy C.S. Lewis krytykuje Władcę
Pierścieni za to, że akcja powieści toczy się długo po punkcie
kulminacyjnym, "co przypomina nam o tym, że zwycięstwo jest równie
przejściowe jak konflikt"[6],
nie dostrzega ważnej rzeczy, jako że eukatastrophe jest radosnym zwrotem
raczej niż happy-endem, nie ma w tym sprzeczności jeśli ten 'zwrot' jest
chwilowy i przelotny. Oddziaływuje on tym silniej, według Tolkiena, za
sprawą swojego proroczego charakteru jako zapowiedź ostatecznego zwycięstwa
Boga, po czym powraca jakby zwykły czas. Ciągnące się długo rozwiązanie
akcji trylogii sprawia, że powieść ma zdecydowanie otwarty charakter, a
liczne aneksy sugerujące wcześniejsze i późniejsze opowieści potęgują
jeszcze to wrażenie. Jednak
dużo ważniejszą rzeczą dla uzyskania dialogicznego charakteru powieści
jest typ występujących w niej postaci. W analizie poetyki Dostojewskiego,
swojego wzorcowego autora dialogicznego, Bachtin słusznie zauważył:
„Dla autora bohater - to nie 'on', nie ‘ja’, lecz równorzędny
‘ty’, czyli inne, cudze, równouprawione ‘ja’ (tyś
jest). Bohater, to podmiot w pełni rzetelnej, prawdziwej –a nie
retorycznie odegranej lub literacko konwencjonalnej - dwugłosowej
rozmowy.”[7] W
jakim stopniu są takimi bohaterowie Władcy
Pierścieni trudno ocenić . Na pewno nie w tym samym stopniu jak dla
Dostojewskiego, jednak godne uwagi są w tym względzie stwierdzenia
Tolkiena, że pisząc musiał nierzadko "odkrywać", kim jest dana
postać. Na przykład w liście do W.H. Audena, Tolkien wyznaje: "Obieżyświat
siedzący w kącie gospody był dla mnie zaskoczeniem i miałem nie większe
pojęcie niż Frodo, kim też może być”. (L, 216) Bez
wątpienia jedno z podobnych kryteriów strukturalnych, jakie rosyjski myśliciel
zauważył u Dostojewskiego występuje we Władcy
Pierścieni: fakt, że można dostrzec więcej niż jednego protagonistę.
Na przykład Roger Sale skupia uwagę na najbardziej prawdopodobnym
kandydacie, Frodo Bagginsie, jako głównym bohaterze trylogii.[8]
Paul Kocher dowodzi natomiast, że to Aragorn jest rzeczywistym bohaterem
powieści.[9] Natomiast Richard Purtill,
idąc za jedną z sugestii samego Tolkiena, wybiera Sama Gamgee na godnego
tego miana.[10]
(Nie bez znaczenie to fakt, że ci właśnie bohaterowie obrazują niezwykle
ważne drogi do poszukiwanie sensu, jakim są czyn, służba i cierpienie.)
Z punktu widzenia powieści dialogicznej każdy krytyk może mieć rację.
Każdy bohater daje powieści inną perspektywę czy centrum. Te odrębne
perspektywy są konieczne po to, aby powieść osiągnęła dialogiczne,
otwarte przesłanie. Zakładając,
że Bachtin ma rację twierdząc, iż bohaterowie Dostojewskiego są
skonstruowani w oparciu o dane idee, bohaterowie Tolkiena zaczynają od
czegoś, co by można nazwać ich własnym punktem wyjścia i otwierają się
na siebie nawzajem. Można by to uznać za podstawę ich poziomej
transcendencji. A odchodzenie od własnego "ja" jest nieuchronnie
ruchem w kierunku Innego. Za
sprawą jakich mechanizmów protagoniści otwierają się na siebie
nawzajem? Fakt, że sama trylogia jest pełna akcji nie pozostaje tu bez
znaczenia. Bachtin wskazuje na potencjalną zmienność bohatera powieści
przygodowej, który pod względem strukturalnym "nie jest postacią
zamkniętą ani przesądzoną"[11],
jako że w opowieści właściwie wszystko może się zdarzyć. Oczywiście
bohaterowie Tolkiena nie są zwykłymi bohaterami powieści przygodowych.
Zacznijmy od rozważenia istotnej sprawy, jaką jest punkt wyjścia postaci.
Część odpowiedzi kryje się w 'dziwnym darze Iluvatara,' który, jak
dowiadujemy się w Silmarillionie, tchnął
(...) "w serce człowiecze tęsknotę przekraczającą granice świata
i nie dającą się zaspokoić tym, co na nim może się znaleźć." Na
jednym poziomie fragment ten wskazuje na augustiańską ideę dotyczącą
naszej potrzeby transcendencji. I właśnie kluczowym czynnikiem natury
ludzkiej według Tolkiena, bez względu na to czy to sobie uświadamiamy czy
nie, jest głód transcendencji. Podobnie stwierdza Frankl pisząc, iż
"u podstawy naszego istnienia leży tak nienasycona tęsknota, że
przedmiotem jej nie może być nikt inny, tylko Bóg.”[12] Co
więcej tęsknotę tę można bez trudu odnieść do poszukiwania sensu jako
podstawowej motywacji człowieka, co - jak powinno być teraz oczywiste -
stawia najbardziej rozwinięte postaci Tolkiena w jednej linii z psychologią
Frankla. A zatem wzniesienie się postaci "ponad muzykę Ainur" można
uznać za zmierzanie w stronę autotranscendencji. Tego potencjału nie można
nigdy zrealizować w pełni, czy też raczej wzrasta on razem z daną osobą.
W odniesieniu do bohatera możemy również powtórzyć za Bachtinem:
"Człowiek wyrasta ponad swój los, albo ukazuje się poniżej swego człowieczeństwa." Z
drugiej strony Frankl nie wyjaśnia w pełni, jaki miałby być ten
przeciwny kierunek; autodegradacja wydaje się być jednak logiczną
odpowiedzią na to pytanie. John Flood w swojej analizie roli egocentryzmu,
jako prawdziwego zła w dziele Tolkiena, wskazuje między innymi na powracający
stale motyw smoka i zawartą w nim symbolikę wewnętrznej zachłanności
zasługującej na zniszczenie.[13]
Jeśli jednak smok jest zewnętrznym symbolem monologicznego zła, Pierścień
Rządzący z Władcy Pierścieni jest
złem niemal w pełni wewnętrznym, jako że znajduje się w posiadaniu
Bractwa stanowiąc ich prawdziwego wroga zewnętrznego i wewnętrznego.
Przez pryzmat Pierścienia widzimy prawdziwą naturę bohaterów. Niewątpliwie
istnieje wróg zewnętrzny. W pewnym stopniu jego funkcją jest posuwanie
akcji naprzód, skuteczne - można rzec dostarczanie materiału dla
budowania napięcia. Najważniejszym jednak wrogiem jest ten aspekt
monologicznego ja, który musi zostać zwalczony od wewnątrz. A zatem
niewielkie ma znaczenie fakt - jak sądzą niektórzy - że fragmenty
bitewne w trylogii pozostawiają wiele do życzenia. I na szczęście arcywróg
Sauron właściwie się nie pojawia. Nie
znaczy to, że jest faktem bez znaczenia, iż Sauron stwarza Pierścień.
Pierścień, który w dużym stopniu stanowi uosobienie swego twórcy
ma w związku z tym zewnętrzny charakter. Podobnie monologiczne ja jest
czymś, co nami włada; poddając się mu nie jesteśmy zatem naprawdę sobą.
Można to powiedzieć o skrajnie monologicznym ja samego Władcy Pierścieni,
bowiem - jak słusznie zauważa Purtill - nawet Sauron jest niewolnikiem
"własnego strachu i nienawiści." (Purtill, 57) Stąd prawdziwa
wolność jest odchodzeniem od monologicznego ja obdarzonego mocą
zniewalania. Jak
wspomniałem wcześniej, wartości odgrywają kluczową rolę w odchodzeniu
od monologicznego ja. Mówiąc o wartościach istotne jest, że Tolkien
przeprowadza rozróżnienie na wartości uniwersalne i kulturowe, zdając
sobie sprawę, że w rzeczywistości w odniesieniu do danej osoby są one
tak splątane, że miałaby ona trudności z ich oddzieleniem. Dobrym przykładem
może być kodeks bohaterski wielu postaci, co jest tak ściśle związane z
podstawową wartością, jaką stanowi odwaga. Na przykład sprzeczka
Gimlego i Eomera, dotycząca znieważenia przez tego ostatniego Galadrieli,
jest drugorzędnej wagi, tzn. w sferze wartości kulturowych. Jednak jest na
tyle ważna z punktu widzenia kodeksu honorowego obojga, że sprawa ta
niemal kończy się katastrofą. Na
czym polega odwaga? Czego uczy nas ona o bohaterze? W wykładzie na temat Beowulfa
z 1936 roku Tolkien zastanawia się nad bohaterem poematu.. Według pisarza
bohater Beowulfa „nie stoi przed dylematem, komu dochować
wierność, ani nie przeżywa beznadziejnej miłości. Jest
człowiekiem, i to dla niego i wielu innych stanowi wystarczającą tragedię.”[14] Z
takiej perspektywy problem odwagi równa się wydobyciu z człowieka tego,
co najbardziej istotne. Według Sale'a, współczesny heroizm Władcy Pierścieni jest "oparty na odmowie ulegania rozpaczy,
nie zaś wyraźnym poczuciu celu czy sukcesu, heroizmie, który akceptuje
fakty historyczne, ale nie zgadza się na uleganie kusicielskiej rozpaczy,
jaka te fakty proponuje."[15] Mimo
to, jeśli weźmiemy pod uwagę wspomniane wcześniej zbliżanie się do
Innego, musimy przede wszystkim przyjrzeć się miłości i jej sile
poznawczej. Według Frankla, w duchowym akcie miłości postrzegamy daną
osobę nie tylko taką, jaką "jest" w swej unikalności i wyjątkowości,
ale jaki może być i będzie.[16]
Od razu przychodzi tu na myśl przykład wyboru Froda przez Gandalfa.
Rzeczywiście badanie hobbitów przez tego ostatniego "skromna gałąź
wiedzy, lecz pełna niespodzianek" - może łatwo podpaść pod tę
kategorię. To również miłość pozwala w końcu Eowyn dokonać rozróżnienia
między 'wartościami' własnej kultury wojennej, jakiej brakowało w
cywilizacji ukochanego Faramira a odwagą tego ostatniego. Również
przyjaźń znajduje należyte miejsce w trylogii. Gandalf przekonuje Elronda,
aby pozwolił stosunkowo bezsilnym hobbitom, Merry'emu i Pippinowi na udział
w bractwie powołanym do stawienia czoła niemalże niemożliwemu do
pokonania wrogowi. "Myślę, Elrondzie, że w tej sprawie lepiej
zawierzyć szczerej przyjaźni niż wielkiej mądrości." To miłość
w ramach przyjaźni pozwala Samowi wyczuć posunięcia Frodo i jego potrzebę
pomocy. Zaufanie
i pokora są ważnymi składnikami miłości. Nikt nie jest w pełni
samowystarczalny. Obieżyświat, bohater, który chce czegoś dokonać musi
zaufać Frodowi, który niejako jest jego zaprzeczeniem. Pokora sprawia także,
że szukamy kogoś, kto ma silne punkty, jakich nam brak. To wzajemne uzupełnianie
się jest podstawą związku Sama z Frodem. W
związku z powyższym nie powinno nas dziwić, że Tolkien napisał kiedyś,
iż Władca Pierścieni jest
"w gruncie rzeczy religijnym i katolickim utworem" (L, 172). Wartości
są bardzo istotne dla autotranscendencji pisarza; to, że twórca Śródziemia
jest wierny wyznawanym przez siebie wartościom widać wyraźnie w jego
prozie. Należy jednak dodać, że jego pogląd na świat jest przepojony głębokim
ekumenizmem. Będąc wiernym sobie, Tolkien wydaje się cieszyć tworzeniem
dialogicznej przestrzeni dla tych, którzy - jak pisze Rosebury - nie mają
przekonań religijnych, ale wyznają pogląd, że wartości moralne można
czerpać z niezmiennych elementów natury ludzkiej: takich jak refleksyjna
samoświadomość, zdolność do wyobraźni i rozumowania, wrażliwość
na przyjemność i ból, zależność od innych osób, zależność od środowiska
czy od elementów, które nawet, jeśli nie niezmienne, reprezentują tak
silne skłonności, że mogą zaważyć mocno na moralnym podejmowaniu
decyzji (Rosebury, 145 .) Jeśli
zaakceptujemy Innego, jako w pełni ugruntowaną istotę, co musimy uczynić
chcąc prowadzić prawdziwy dialog, a nie po prostu pozostać na poziomie
relatywistycznej 'rozmowy,' to Tolkiena można uznać za pisarza
dialogicznego. W
sumie mit współczesny różni się od dawnego, jako że twórca mitu nie
stara się odkryć prawdy o jakimś tajemniczym zjawisku naturalnym, ale
szuka innej perspektywy, z której można postrzegać znajomą rzeczywistość;
ten inny świat znajduje odbicie w świecie dobrze nam znanym. "Elficzność
elfów," jak zgrabnie ujmuje to Shippey, "ma znaleźć odbicie w
człowieczeństwie człowieka." (Shippey, s. 211.) Twórczość
Tolkiena różni się jednak od koncepcji awangardowych artystów, jako że
ci skłonni są patrzeć na rzeczywistość jako konstrukcję, podczas gdy
Tolkien woli traktować świat jako rzeczywisty. Pisarz zaznacza we
wspomnianym wcześniej eseju 0 baśniach, że fantazja, która jest
dla niego niemal synonimem sztuki, zależy od tego, czy czytelnik jasno uświadamia
sobie różnicę między światem tworzonym a realnym. Jednak
ten 'realny' świat trzeba postrzegać jako niezwykły twór, jakim jest.
Sceptyk z Rohan mówi do Aragorna: "Czy znaleźliśmy się w świecie
legend, czy też chodzimy po zielonej ziemi, w blasku dnia?" Na co
ten odpowiada: "(...) zielona ziemia, powiadasz? Jest w niej wiele
tematów dla legendy, chociaż ją depczesz w pełnym blasku dnia." Tolkien
nazwał ten cel sztuki "uzdrowieniem." Faktycznie oznacza to nie
zwykłe wspomaganie w "widzeniu rzeczy takimi, jakimi one są",
ale raczej w widzeniu "rzeczy takimi, jakimi przeznaczone jest (czy było)
nam je widzieć." (Drzewo i liść, 60) Nietrudno dostrzec podobieństwo
między Tolkienowską koncepcją uzdrowienia a Franklowskim rozumieniem miłości
i zawartym w nim pełnym postrzeganiu Innego. Faktycznie można by stwierdzić,
że uzdrowienie ma sprawić, iż czytelnik będzie patrzył z miłością na
świat oraz żyjących na nim ludzi i stworzenia, oraz pomoże mu rozwijać
umiejętność sięgania poza własna ograniczoną perspektywę. Mając
powyższe na uwadze jest rzeczą ciekawą, że we Władcy Pierścieni nie ma poważniejszego wątku miłosnego. Powściągliwość
w tym względzie może wskazywać na wyraźne uświadomienie sobie ograniczeń
stwarzanych przez sztukę. Uzdrowienie w głównych dziełach Tolkiena
wydaje się mieć na celu przygotowanie gruntu dla miłości. A zatem można
powiedzieć, że próbując pobudzić czytelnicze postrzeganie świata i
Innego twórczość Tolkiena jest podporządkowana miłości. Przygotowując
nas jak gdyby na nasze własne potencjalne love-story, której - z czego mądry
twórca mitu zdaje sobie sprawę - sztuka nie może w pełni oddać.
[1]
Viktor E. Frankl, Man's
Search for Meaning: An Introduction to Logotherapy (New York: Pocket
Books, 1971), s. 175. [2]
Zob. Tolkiena "A Secret Vice," w
The Monsters and the Critics and Other Essays, red. Christopher
Tolkien (London & co.: George Allen & Unwin, 1983), s. 198-193. [3]
Zob. The Letters of J.R.R. Tolkien, edited by Humphrey Carpenter (London:
HarperCollins, 1995), p. 147; odtąd 'L.' [4]
Willis B. Glover, The Christian Character of Tolkien's invented
World w Mythlore, T. 3, Nr.
2 (1975), s. 8. [5]
Zob. Frankl, Homo Patiens, tłum.
R. Czernecki i J. Morawski (Warszawa: Instytut Wydawniczy PAX, 198.), s.
104. [6]
Cyt. za Humphrey Carpenter, J.R.R.
Tolkien: A Biography (London: George Allen & Unwin, 1977), s.
204. [7]
Michal Bachtin, Problemy poetyki
Dostojewskiego, tłum. N. Modzelewska (Warszawa: PIW, 1970), s. 96. [8]
Zob. Roger Sale, "Tolkien and Frodo Baggins", w
Tolkien and the Critics, ed.
by Neil D. Isaacs and Rose A. Zimbardo (Notre Dame and London: Univ. of
Notre Dame Press, 1968), s. 247-288. [9]
Zob. Paul H. Kocher, Master of
Middle-earth: The Achievement of J.R.R. Tolkien (London: Thames
& Hudson, 1972), s. 130-160. [10]
Zob. Richard Purtill, J.R.R.Tolkien:
Myth, Morality, and Religion (San Francisco: Harper & Row,
1984), s. 66-73. [11]
Bachtin, Problemy poetyki
Dostojewskiego, s. 158. [12]
Frankl, Homo Patiens, s. 113. [13]
Zob. John Flood, "Power, Domination and Egocentrism in Tolkien and
Orwell," Mallorn, T. 34 (1996), s. 13-19. [14]
Tolkien, The Monsters and the Critics and Other Essays (London: HarperCollins,
1997), s. 18. [15]
Sale, op.cit., s. 251. [16]
Viktor E. Frankl, The Doctor and
the Soul: From Psychotherapy to Logotherapy (London: Souvenir Press,
1969), s. 150. |
|
|
|
|