O Bożym Narodzeniu, o Dawnej Nadziei i o tym co z tego wszystkiego wynika

Ryszard Derdziński

 

 

Dawno, dawno temu znakomity współpracownik naszego magazynu napisał w swoim liście: Tolkien zbyt kategorycznie oddzielał swą wiarę od swej twórczości bym mógł zgodzić się na przeniesienie [tolkienowego legendarium] do Stylizacji Ery Chrześcijańskiej. W Śródziemiu Ery Chrześcijańskiej być nie może. Ona należy wyłącznie do Świata, w którym nastąpiło Wcielenie i Odkupienie. Śródziemie musi pozostać przy Starej Nadziei, zapisanej w Athrabeth Finrod ah Andreth...

Co do pozostania przy Starej Nadziei zgadzam się całkowicie... Przyjrzyjmy się tej materii z uwagą. Jeszcze kilkanaście lat temu, zanim Christopher Tolkien rozpoczął edycję cyklu Historii Śródziemia, sąd ten byłby jak najbardziej usprawiedliwiony. Świat Śródziemia opisany we Władcy Pierścieni wydać się może pozbawiony Boga (ale tylko na pierwszy rzut oka). Jeśli już dostrzeżemy w nim działanie sił wyższych, to zdają się one dalekie od codzienności zwykłego życia i bardzo niedookreślone. Już Silmarillion (wydany po śmierci autora) zmienia tę perspektywę, przybliżając uniwersum świata wtórnego do naszych, dodajmy chrześcijańskich, wyobrażeń o relacji Stwórcy do Swego dzieła. Eru Ilúvatar jest Ojcem Wszystkich Rzeczy, dokładnie tak jak Stwórca biblijny, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, stwarza świat duchowy i materialny mocą Swojego Słowa. Oddaje go w dziedzictwo Swym Dzieciom, Dzieci zaś powierza opiece Aniołów czyli Ainurów. Los Elfów, ich eschatologia to inwencja Tolkiena. Istoty te materialnie (dziś rzeklibyśmy genetycznie) są tego samego gatunku co Ludzie, nie umierają jednak – nie opuszczają Kręgów Świata – ale pozostają w Świecie aż po jego kres. Jak zauważa Finrod w Athrabeth Finrod ah Andreth: Kres [Ardy] nadejdzie. A wtedy przyjdzie nam umrzeć, a zatem zginąć ostatecznie, bo należymy do Ardy[1]. Nie są zatem Elfowie nieśmiertelni – są jedynie długowieczni. Inaczej Ludzie. Ich wizyta w Świecie trwa krótko, jest niemal niezauważalnym z perspektywy Elfów epizodem. A tajemnica losu Człowieka, zakryta nawet przed Valarami, ma jak się zaraz okaże, najdonioślejsze znaczenie.

Wspaniałe źródło wiedzy o teologii i eschatologii legendarium – powstały w 1959 roku dialog Athrabeth Finrod ah Andreth – wnosi wiele nowych wątków w burzliwy spór o związki wyimaginowanego świata Śródziemia z objawieniem chrześcijańskim. Możemy wyobrazić sobie jaki wewnętrzny sprzeciw wywoływał u Tolkiena, wiernego Kościoła Katolickiego, fakt tworzenia z gruntu nie-katolickiego świata literackiego, dysonans jakim jest zauroczenie pogańskim światem mitów przedchrześcijańskiej Północy i wierność dogmatom wiary w Chrystusa, który zbawił świat. Odpowiedzią Tolkiena była idea współstwarzania, subkreacji – bardzo dobrze przyjęta wśród Inklingów. Człowiek na skutek Grzechu Pierworodnego utracił pełnię pierwotnej chwały, ale zachował strzępki pamięci o swym miejscu w zamysłach Stwórcy. Wszelkie mity i religie przedchrześcijańskie są w jakimś stopniu odbiciem owej Prawdy. A zatem nie są z pewnością kłamstwem, wymysłem ludzkiej wyobraźni. Jednak dopiero Objawienie – wyrażone w dziejach Narodu Wybranego – i jego pełna realizacja w osobie Zbawiciela, Jego Zmartwychwstaniu i Odkupieniu, są w pełni wiarygodnym i pełnym źródłem wiedzy o Bogu i Świecie. Chrześcijanie wierzą w Trójcę Świętą. W tej idei, pięknie zilustrowanej znaną ikoną Andrieja Rublova, zawiera się wszystko, co chrześcijanie chcą przekazać światu. Stwórcą jest jeden Bóg Ojciec, który przyszedł odkupić człowieka jako Syn Boży i żyje ze swym ludem jako Duch Święty. Wiele wskazuje na to, że podobieństwa między metafizyką Ardy i wiarą chrześcijan nie są przypadkowe. Tolkien pragnął uczynić swój świat jak najbardziej „chrześcijańskim”. Uczynił to posługując się jednak innym od powszechnie przyjętego językiem. Podobnie „opisał” swoją wiarę C.S. Lewis w Opowieściach z Narni. Perspektywa Ainulindalë, wielu fragmentów Quenta Silmarillion i w szczególności Athrabeth ukazuje nam Ardę jako świat oczekujący na swą erę chrześcijańską – by posłużyć się słowami wyżej wzmiankowanego listu. Choć proto-objawienie jest udziałem garstki Wiedzących ludu Maracha (MR 321), to mamy już w Śródziemiu zalążek, którego odpowiednikiem w realnym świecie było potomstwo Abrahama, ojca wszystkich wierzących w Jedynego Boga. Czytamy w Athrabeth, że ludzie Dawnej Nadziei wierzą, że sam Jedyny wstąpi w Ardę i uzdrowi ludzi i wszystko, co uległo Skażeniu, od początku aż do samego końca (MR 321). Nikt nie wie jak ma się to dokonać. Finrod sądzi, że gdyby Eru zechciał, to znalazłby sposób jak tego dokonać (...) nawet gdyby On Sam w Sobie miał wejść w świat, to musiałby wciąż pozostać Tym, kim jest: Autorem spoza swego dzieła (MR 322). My wiemy już jak Inny przychodzi do ludzi. Poznaliśmy ubóstwo stajenki i znamy Tego, który ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi (Flp 2, 7). Domyślamy się też, że Zbawienie Ardy nadejdzie podobną drogą. Nie zgadzam się zatem ze słowami autora listu, który mówi, że w Śródziemiu Ery Chrześcijańskiej być nie może. Ona należy wyłącznie do Świata, w którym nastąpiło Wcielenie i Odkupienie. Śródziemie musi pozostać przy Starej Nadziei, zapisanej w Athrabeth Finrod ah Andreth... Czymże jest bowiem Dawna, czy też Stara Nadzieja jak nie zapowiedzią Wcielenia i Odkupienia. Zapowiedzią znacznie bardziej czytelną niż proroctwa Starego (czy może lepiej Pierwszego) Testamentu. Niektórzy w domysłach idą jeszcze dalej...

W 34 numerze Vinyar Tengwar, w komentarzu językoznawczym do Morgoth’s Ring czytamy o obecności Trójcy Świętej w wyobrażeniach religijnych ludzi i elfów Dawnych Dni. Patrick Wynne i Carl F. Hostetter piszą: Komentarz do Athrabeth Finrod ah Andreth jasno sugeruje, że Niezniszczalny Płomień to Duch Święty (...).  „Zróżnicowanie natury Eru”, które jest niewątpliwym nawiązaniem do Trójcy, rozwija następujący przypis Tolkiena: Zwrócono już na to uwagę w Ainulindalë, gdzie wzmiankuje się ‘Niezniszczalny Płomień’. Jest on tam przedstawiony jako stwórcza aktywność Eru (w jakimś sensie jako coś odrębnego od Niego lub w Nim), dzięki której rzeczy otrzymują ‘prawdziwe’ i niezależne (choć wtórne i stworzone) istnienie (MR 345). Podobny pogląd na temat Ducha Świętego wnosi doktryna chrześcijańska: „Duch Święty to boska zasada aktywności działająca wszędzie w świecie realizując wolę Boga”. Jeszcze mocniej poruszającym podobieństwem jest ognista manifestacja Ducha Świętego opisana w Dziejach Apostolskich (2, 1-4): „Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru (...). Ukazały im się też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym”.

Istnieje też w tym tekście nawiązanie do osoby Chrystusa. W Athrabeth Andreth opowiada o „Dawnej Nadziei” Człowieka (...). Komentarz dodaje, że Finrod wywnioskował z wywodu Andreth, że „Eru przybędzie wcielony w postać człowieka” (MR 335).

A zatem jasne jest, że Eru ‘Jedyny’ to Bóg chrześcijaństwa w Trzech Osobach: Ojciec (Ilúvatar ‘Ojciec Wszystkiego’), Syn („Dawna Nadzieja”, że Eru przybędzie do Ardy w postaci człowieka) i Duch Święty (Niezniszczalny Płomień/Sekretny Płomień) (VT #34, str. 9). Te ciekawe spostrzeżenia wskazują, że wbrew autorowi listu, nie da się w pełni oddzielić przekonań autora od dzieła, które ten stworzył. Profesor Tolkien nie odebrał Śródziemiu nadziei czy może ‘Dawnej Nadziei’ na Boże Narodzenie... Wesołych Świąt!

 

  Rysiek Derdziński



[1] MR 312. Tłumaczenie w Sn #3/4, str. 26-27.