![]() |
|
|
|
|
|
Linguopoeia: Chomsky a Tolkien |
Andrzej Kozicki |
|
|
|
|
Patrząc
w gwiazdy widzimy mowę nieba. Konstelacje poruszają się, księżyc
cyklicznie przechodzi swe fazy. Jednak dopiero będąc osadzonym w
rzeczywistości postkopernikańskiej odczytujemy sierp Księżyca jako zaćmienie
jego tarczy przez Ziemię, leżącą na drodze do Słońca. Ruch planet
pojmujemy z łatwością, gdy tylko wyobrazimy sobie system kręgów, orbit
po których wędrują dokoła gwiazdy. Kopernikański układ słoneczny
wydaje nam się rzeczą naturalną. Nie zawsze jednak tak było. W kulturach
tradycyjnych prawidła, które rządziły przemieszczaniem się ciał
niebieskich na firmamencie, były zagadką. Porządek był jednak łatwo
zauważalny, a życie miało swój cykliczny charakter. Odkrycia Kopernika
nadały naszemu wpatrywaniu się w niebo po prostu nowy wymiar. Podobnie
nowym wymiarem w lingwistyce był strukturalizm językowy, jaki wprowadził
de Saussure. Wprowadził on rozróżnienie pomiędzy systemem języka («
langue » — język), a zachowaniami językowymi (« parole
» — mowa), których jest podstawą. Język jest kodem, zespołem
ponadindywidualnych praw i norm, pewnym abstraktem dotyczącym zasobu słownictwa
oraz norm gramatycznych wypracowanych latami przez każdą znaną nam wspólnotę.
Mowa jest konkretną realizacją języka, niepowtarzalną choć koniecznie
respektującą prawa języka. (Chomsky: Forma i znaczenie w języku
naturalnym [w] Odra, nr 11: 1976) Lingwistyka nie zajmuje się budowlą,
ale cegłami, z której jest ona zbudowana. Powszechnie uważa się, że to
de Saussure był pierwszym, który myślał w kategorii systemów językowych.
Pojęcie to wprowadził w pracy « Mémoire sur le systčme primitif
des voyalles dans les langues indo-européennes » (1879). Poglądy
swoje sformułował w wykładach głoszonych w Genewie w latach 1906-11, które
jako « Kurs językoznawstwa ogólnego » zostały wydane przez
jego uczniów w 1916 roku, trzy lata po śmierci de Saussure’a.
(Wydanie polskie 1961). Był jednak ktoś przed nim. Co więcej, jest to
postać występująca w świecie wtórnym: —
Czuję się dobrze — powiedziała Czerwona Królowa. — Czy znasz
języki? — Jak przetłumaczysz « Tra-la-la » na francuski? —
Ależ « Tra-la-la » nie jest po angielsku — odpowiedziała
poważnie Alicja. —
A kto twierdził, że jest? — powiedziała Czerwona Królowa. Alicji
przyszło do głowy, że tym razem znalazła wyjście. — Jeżeli powie
mi pani, w jaki języku jest « Tral-la-la », powiem pani, jak to
brzmi po francusku! — zawołała tryumfalnie. (Carroll:
Przygody Alicji w Krainie Czarów. O tym, co Alicja odkryła po drugiej
stronie lustra, Warszawa 1975: Czytelnik, tłum. Słomczyński, s. 269) Odpowiedź
ta przypomina, że każda wypowiedź formułowana jest w jakimś języku
wyrastającym z jakiejś kultury, przeto jej zrozumienie, interpretacja i
ewentualny przekład wymaga znajomości danego języka. Uzmysławia więc,
że wypowiedzi językowe są wyrazem sposobu widzenia świata i pojmowania
życia, wypracowanego przez każdą wspólnotę i że są fundamentem każdej
kultury. Język jest więc służebny wobec mowy. To dzięki żywiołowi
mowy żyje język; ten priorytet wyraźnie zaznacza Noam Chomsky,
najwybitniejszy językoznawca minionego wieku. (Chomsky: Forma i znaczenie w
języku naturalnym [w] Odra, nr 11: 1976) O opanowaniu języka nie świadczy
znajomość jego reguł, ale umiejętność odczytywania wypowiedzi, zwłaszcza
ważnych « tekstów kultury » i tworzenia własnych. Biegłość
w mowie wyraża się swobodą ekspresji własnych doświadczeń, czyli
porozumiewania się, co jest sztuką jedną z najtrudniejszych.
Komunikowanie się jest w takim ujęciu nie formalną sytuacją «
przepływu informacji », lecz procesem budowania jedności (łac. communis
– wspólny, communicare – dzielić, brać udział). Tolkien
tymczasem pojmuje język przede wszystkim jako dzieło sztuki. Nie dzieło
wspólnoty, ale indywidualna satysfakcja językowego artysty leży u podstaw
języka. Daje temu wyraz w swym wykładzie « Tajony nałóg », mówiąc
o jednym ze swych wymyślonych języków, Nevboshu: Był
ograniczony czysto komunikacyjną funkcją języka, która zwykle
jest uważana za prawdziwe źródło i pierwotny impuls jego powstania. Ja
jednak zdecydowanie wątpię w to ostatnie, tak jak wątpi się w to, by
jedynym czy nawet głównym celem poety było przemawianie do innych w
specyficzny sposób. Funkcja
komunikacyjna miała bardzo wielki wpływ na rozwój języka, nie wolno
jednak zapominać o bardziej indywidualnym, osobistym czynniku —
satysfakcji znajdowanej w artykułowaniu dźwięków i ich symbolicznym użyciu,
ściśle związanej z funkcją komunikacyjną, lecz od niej niezależnej. (Tolkien:
Potwory i krytycy, Poznań 2000: Zysk i S-ka, tłum. Olszański, s. 269) Mówimy
bowiem po to, by coś wyrazić, przekazać, wzbudzić jakiś odzew. Słowem,
przyświeca nam intencja. I tak na przykład czytanie elementarza pozwala
nam poznawać język, ale dopiero odwoływanie się do innych, pełniejszych
tekstów daje wgląd w przeżycia ludzi. We współczesnych językach nazwy
własne miejscowości, szczytów górskich, rzek i imion zatraciły swe
znaczenie, emocjonalny ładunek, który ze sobą niosły: —
Na imię mam Alicja, ale… —
Jest to dostatecznie głupie imię! — przerwał niecierpliwie Humpty
Dumpty. — Cóż ono oznacza? —
Czy imię musi coś oznaczać? — zapytała Alicja z powątpiewaniem. —
Oczywiście, że musi — powiedział Humpty Dumpty i roześmiał się
krótko. — Moje imię podkreśla mój kształt… a jest to
bardzo piękny kształt. Mając takie imię, jak ty masz, można posiadać
niemal każdy kształt. (Carroll:
Przygody Alicji w Krainie Czarów. O tym, co Alicja odkryła po drugiej
stronie lustra, Warszawa 1975: Czytelnik, tłum. Słomczyński, s. 219) Tolkien
mówi: « Ja jednak zdecydowanie wątpię w to ostatnie, tak jak wątpi
się w to, by jedynym czy nawet głównym celem poety było przemawianie do
innych w specyficzny sposób. » Mowa wiązana ma cechy podobne mowie
muzycznej. Obie poddane są bowiem odrębnym prawom dotyczącym przekazu
szczególnych treści. Poezja ma nieco inny od potocznego słownik, składnię,
formy, środki ekspresji, tematy. W muzyce możemy mówić o języku średniowiecznej,
romantycznej bądź współczesnej muzyki europejskiej, różnym od języka
muzyki arabskiej, chińskiej czy indyjskiej. Ale sami wiemy, jak blade ma się
wyobrażenie o tych « językach » jeśli poprzestanie się na
poziomie ogólnych reguł. Znamienne, że kompozytorzy określani jako
eklektycy nierzadko tworzą dzieła będące raczej egzemplifikacjami reguł
pewnego języka muzycznego, niż własnymi, znaczącymi wypowiedziami. Słowem,
trzeba mieć coś istotnego do powiedzenia od siebie, wtedy warto tworzyć;
warto też taką muzyczną wypowiedź odczytać. Ale trzeba ją odczytywać
nie tylko na poziomie owych ogólnych norm, ale też jako całości:
niepowtarzalne, znaczące, poruszające, mające zdolność odradzania. Podobnie,
analizując tworzenie sztucznych języków powinniśmy rozstrzygnąć, czy
interesują one nas jako « les langues », struktury czy też ich
konkretnego użycia – « les paroles ». Chomsky wskazuje,
że przyoblekamy nasze myśli w mowę nie po to, by wykazać się znajomością
języka lecz po to, by lepiej poznać i zrozumieć siebie, innych, świat,
by współpracować oraz współodczuwać z innymi. Zda się, że wymyślanie
przez Tolkiena tuzinów języków, którym ledwie zarysował gramatykę,
jest niezbyt pożytecznym, acz spektakularnym ukazaniem kunsztu składania
struktur. Tolkien występuje jako producent souvenirów: egzotycznych, ale
nieprzydatnych: Nagle
człowiek siedzący obok mnie powiedział rozmarzonym głosem: « Tak,
sądzę, że mogę określić biernik przedrostkiem! ». Pamiętna
uwaga! (…) Doceńmy samą wspaniałość tych słów! « Ja mogę
określić biernik ». Wspaniałe! Nie « jest określany »,
ani ostrożniejsze « bywa określany », ani groźne « masz
zapamiętać, że tak jest określany! ». (Tolkien:
Potwory i krytycy, Poznań 2000: Zysk i S-ka, tłum. Olszański, s. 258) Wcale
jednak nie mamy do czynienia z souvenirami. Pominąłem bowiem jak dotąd
stosunek Tolkiena do sztuki, który powinien zmienić optykę naszego
spojrzenia. Kunsztowność języków wcale nie jest cechą rzemieślniczej
duszy Tolkiena, ale wyrazem artysty. Wspominał on wielokrotnie o czarze,
jaki ma dźwięk mowy, ekspresji dzieła sztuki: Miałem
okazję słyszeć niezależne od siebie opinie harmonizujące z moim
odczuciem, że walijskie napisy na wagonach z węglem są pełne wzruszającego
piękna, jeśli tylko ma się najskromniejszą choćby wiedzę o walijskiej
pisowni, sprawiającą, że przestają być niezrozumiałym ciągiem liter. (Tolkien:
Potwory i krytycy, Poznań 2000: Zysk i S-ka, tłum. Olszański, s. 267-268) Artysta
języka jest ledwie pośrednikiem między Bogiem a ludźmi, przekazującym
im piękno. Czy jest to artysta anonimowy, bądź zbiorowy, jak w przypadku
języków naturalnych, czy też znany z imienia « utajony nałogowiec
» — obaj wyrażają piękno, które nie jest tylko kategorią
estetyczną, ale i moralną. (Kozicki: Tolkien i jego wizja świata [w] Śródziemie,
nr 24: grudzień 2000) Sztuczność bądź modelowość języka ujawnia formę
tego dzieła sztuki, formy — która sama w sobie może być nośnikiem
piękna. Kompozycja (« langue ») jest jednym tylko z poziomów
interpretacji dzieła. Podstawowym musi być tożsamość, dzieło jako całościowy
obiekt, które wyraża się w słowie. « Na początku było Słowo
», czytamy w prologu Janowej Ewangelii; pierwsza była treść,
« parole ». Tożsamość, kompozycja, ogólne piękno — to
cechy dzieła sztuki. Czy Tolkien jest dobrym artystą, sprawa gustu. Osobiście
wolę odmawiać « Ojcze nasz » po quenejsku: Attolma
i menelessië, nai airitainiéva esselya. Nai
ardalya tuluva. Nai
írelya tyarniéva mardesse ve menelessë. Anta
men síre ilyaurëa mastalma. Ar
avanta men raicalmar ve avantalmë raicatyarolmain. Ar
nai útucuvalyë me mailenna Ná
fainu me ulcallo. Amen. (Wynne,
Hostetter: Attolme [w] Vinyar Tengwar #32, s. 6)
|
|
|
|
|