Znudzeni nudą

- o książce Nuda pierścieni

Tomasz Gubała

 

 

Jak napisać parodię Władcy Pierścieni? Bardzo prosto. Panowie Beard i Kenney już to zrobili, więc dają nam gotowy przepis, który jednakże trzeba koniecznie uściślić. Po pierwsze, bierzemy z półki książkę Tolkiena, czytamy (wybierając co „dynamiczniejsze” kawałki), a następnie notujemy imiona bohaterów i nazwy miejscowe (najlepiej z mapy). Dzięki temu - wykorzystując grę słów - sporządzamy na osobnej kartce ich przekręcone i „zabawnie” kojarzące się warianty. I tak Frodo może być Fritem, Baggins Buggerem (od ang. bug ‘robak, pluskwa’), Legolas Legolamem (leg +lame  ‘kulawa noga’), Gimli Gimletem (gimlet ‘świder’) a Gamgee Gangreem (gangrene ‘gangrena’). A Gandalf? No zgadnijcie - Goodgulf, czyli Jeden Głębszy. Jeszcze "lepiej" panowie parodyści obeszli się z Bilbem, którego zastąpili Dildem - jeśli ktoś nie wie, to nazwa jednego z akcesoriów erotycznych do kupienia w każdym sex shopie. Śmieszne, nieprawdaż? A co z hobbitami? To proste, hobbitów nie będzie (z tymi prawami autorskimi nigdy nic nie wiadomo!) - dajemy w ich miejsce coś bardziej neutralnego (i tak wszyscy wiedzą, o co naprawdę chodzi), ot np. chochliki, ale koniecznie z ogonami. To wszystko wrzucamy do jakiegoś pojemnego naczynia i mieszamy. Po kwadransie dodajemy dwa kilo niewybrednego i jak najbardziej absurdalnego (typowo amerykańskiego!) humoru, kilkanaście przypadkowych słów i nazwisk, a następnie mieszamy raz jeszcze, tym razem nieco dłużej, aż danie nabierze 170 stron objętości. Tak przyrządzona potrawa w zasadzie już nadaje się do konsumpcji, ale... stop. Nasze dzieło (i egzemplarz Władcy) podrzucamy jeszcze znajomemu, który pospiesznie rysuje Bardzo Śmieszną Mapę. Teraz wszystko jest już gotowe! Książeczkę zanosimy do wydawcy, który wita nas z otwartymi rękami i portfelem. Uff! To nareszcie koniec. Stan naszego konta gwałtownie rośnie - przecież zawsze znajdzie się te kilkanaście tysięcy naiwnych.

I tak pewnie myśleli Beard i Kenney, para grafomanów, którzy spłodzili dziełko pt. Nuda pierścieni (Bored of the Rings). Tak też pomyślał szef wydawnictwa Zysk i S-ka, wydając to „arcydzieło komizmu” w Polsce i co najważniejsze... nie pomylił się. Kto z tolkienistów nie marzy, aby przeczytać parodię swej ulubionej książki? Dla niezdecydowanych jest jeszcze jest notka, przedrukowana rzekomo z Harvard Daily News. Nie mogę się oprzeć, żeby nie przytoczyć całości: Arcydzieło komizmu... Genialna parodia słynnej trylogii J.R.R. Tolkiena „Władca Pierścieni”, błyskotliwa i całkowicie pozbawiona szacunku... „Paragraf 22” dla miłośników fantasy. Doprawdy, nie wiem co powiedzieć. Chyba tylko tyle, że pisał ją jakiś kolega autorów lub człowiek szalony (jedno drugiego nie wyklucza), któremu powinno zabronić wypisywania podobnych niedorzeczności w przyszłości. Co jednak dziwi najbardziej, książeczka ta ma za oceanem całkiem dobrą prasę, zaś tamtejsi tokieniści uważają ją nawet za najlepszą parodię Władcy. Jak to wytłumaczyć? Z pewnością gry słów, którymi posługują się autorzy w większości ujdą uwadze polskiego czytelnika, a to z racji przekładu, a to nieznajomości języka, a to bodaj największa atrakcja książki. Dochodzą też do tego inne elementy. Ciekaw jestem, ilu z Was, zauważy, że Nudę po raz pierwszy wydano w 1969 roku (roku Woodstock!) i dostrzeże w niej cień tamtych czasów (np. Tom Bombadil i Złota Jagoda to para hipisów-narkomanów: Tim Benzedryna i Hashberry). Jak widać i tych „atrakcji” nie jest zbyt wiele. Poza tym fakt, że książka wzbudziła w ówczesnych środowiskach campusowych umiarkowany zachwyt, nie usprawiedliwia jej płycizn intelektualnych i warsztatowych dziś (z podanych wcześniej powodów, tak dokładnie widocznych w jej polskiej wersji). To lektura w sam raz dla zagorzałych antytolkienistów. Tylko oni będą się dobrze bawić - ja przysypiałem nad tą szmirą.

A na koniec ciekawostka. W 1993 roku, w USA, ukazała się pierwsza edycja Nudy w miękkiej okładce. Do tego czasu wydawano ją wyłącznie w postaci pocket booka, czyli książeczki do czytania w autobusie lub metrze. I tak mogło zostać. Tymczasem polski wydawca sprzedaje to dziełko jak każdą inną książkę, żądając za tę przyjemność 14,90 zł, czyli niewiele mniej niż za jeden tom Władcy Pierścieni (również z Zyska). Dociekliwi mogą przeliczyć ile złotych kosztuje jedna strona w obydwu książkach, bo że Tolkiena ceni się mnie widać na oko. Tak strategia rynkowa.

Wiem, że moje apele i tak nie zdadzą się na nic i zaraz popędzicie do najbliższej księgarni - pamiętajcie jednak, że Was ostrzegałem!

 

Henry N. Beard, Douglas C. Kenney: Nuda pierścieni (Bored of the Rings). Zysk i S-ka Wydawnictwo,

Poznań 1997. 175 str., cena 14,90 zł. Przekład: Zbigniew A. Królicki. ISBN 83-7150-202-8