Trzy szkice o samotności

Cezary Karolczak

 

 

1. Perspektywa socjologiczna.

Samotność jako sposób na życie w społeczeństwie.

 

Zdarza się, że czujemy się osamotnieni, że nie mamy nikogo znajomego wokół siebie. Mimo, że pełno jest ludzi, i z każdym rokiem coraz więcej, czujemy się coraz bardziej samotni. Samotni w świecie postępu i drapieżnej cywilizacji. Samotni w świecie pełnym ludzi. Jak to się dzieje?

Na ulicach wielkich miast częstym widokiem są młodzi ludzie ze słuchawkami na uszach. Młodzież słucha muzyki, by nie słyszeć hałasu samochodów, klaksonów, ryku silników, łoskotu młotów pneumatycznych itd. Słucha muzyki - bo jak sama mówi - lubi ją. Młodzież ucieka od świata, w którym żyje, w którym się wychowuje i wzrasta. Próbuje uciec, gdyż świat jawi się jako „obrzydliwy potwór wysysający mózg” (aluzja do Żołnierzy Kosmosu). Ucieczka zwraca uwagę na własne ja, wyrażane przez ulubioną muzykę. Nawet, jeśli muzyka jest równie głośna jak dźwięki cywilizacji, to młodzież wybiera właśnie muzykę. Dlaczego? Gdyż chce się przeciwstawić codziennej powszechności, globalnemu obrazowi świata. Wyrywa się światu, by znaleźć własny, indywidualny świat.

Odmienny jest obraz miast mniejszych. Spacer z walkmanem jest raczej dowodem posiadania niż koniecznością sprzeciwu wobec świata. Jeśli ktoś chodzi z walkmanem, dodajmy dobrej klasy, to znaczy, że posiada, jest bogaty, majętny, dysponuje większą sumą pieniędzy, stać go na to. Muzyka, której słucha traci swą rolę i znaczenie. Dzieje się tak, i nie jest to odkrywcze stwierdzenie, że obie struktury (miasto, wieś i aglomeracja) różnią się.

W małym mieście nie ma dużych dysproporcji pomiędzy różnymi sferami życia. Często powtarzana jest teza o sennej atmosferze małych miasteczek. Z pewnością życie w nich płynie znacznie wolniejszym tempem. Sama ilość przejeżdżających samochodów spowalnia ogół procesów zachodzących w mieście. Człowiek w małym miasteczku nie czuje się samotny. Wychodząc na ulice widzi niezmiennie te same twarze. W dużym mieście, jeśli nawet rozpozna tych samych ludzi, to szybko mu znikną w odwiecznym przepływie.

Samotność w małym miasteczku może być właściwie jedynie wyborem. Wyborem jednostki. Jednostka z własnej woli chce być samotna. Odizolowuje się od grup, z którymi się styka. Ze względu na to, iż grupy w małej strukturze są bardzo aktywne, nie pozwalają jednostce, bądź jej utrudniają taką decyzję. Jednostka, jeżeli jest silna emocjonalnie, może zrealizować swoje zamierzenia i stać się samotną. Nie oznacza to jednak całkowitego oderwania się od świata. Samotna jednostka to przede wszystkim taka, która czuje się samotna.

Indywidualny wybór samotności jako sposobu na życie w dużym mieście jest praktycznie niemożliwy. Wiąże się on bezpośrednio z ukrytym procesem dezintegracji kontaktów interpersonalnych. Człowiek, chcąc być samotny, nie musi tego radykalnie manifestować. Nawet, jeśli będzie się odmiennie od pozostałych członków społeczności zachowywał, to i tak nikt nie zwróci mu uwagi.

Znamienną sytuacją jest fakt przeprowadzki z małego do dużego miasta. Człowiek szukający samotności w małym mieście, człowiek, który próbował uciec od społeczności małego miasta, po przeprowadzce diametralnie się zmienia. Doświadcza, iż bunt przeciwko światu nie przynosi spodziewanych efektów. Człowiek nie jest samotny w wyniku własnych chęci, lecz samotność wypływa niejako ze struktury świata w jakim się znalazł. Oczywiście, mam na myśli tylko szczególne przypadki. Większość ludzi doskonale daje sobie radę zarówno w świecie małej miejscowości, jak i molocha przemysłowego.

Ważne jest podkreślenie socjologicznej genezy bycia samotnym i związków samotności z życiem społecznym. Ta perspektywa uprzytamnia otoczenie, w którym dokonuje się lub próbuje się dokonać świadome osamotnienie jednostki. Niemniej jednak ważna staje się także perspektywa subiektywna. Perspektywa odnosząca się do konkretnej jednostki - perspektywa filozoficzna. To ona właśnie jest podłożem, z którego wyrasta nasz problem.

 

2. Perspektywa filozoficzna.

Dlaczego wybiera się świadomie samotność?

 

W poprzednim szkicu zarysowałem sytuację człowieka dążącego do samotności w perspektywie dużego miasta i środowiska prowincjonalnego. Niemniej jednak można zadać sobie pytanie dlaczego dana jednostka chce być samotna i co to dla niej znaczy.

W XX wieku, szczególnie w krajach kapitalistycznych, zarysowuje się problem dalszych losów struktury ekonomicznej społeczeństwa konsumpcyjnego. Jedni twierdzą, że nic nowego już nie zostanie wymyślone i można śmiało twierdzić, iż historia się skończyła (Francis Fukuyama Koniec historii). Inni mówią, że należy przezwyciężać coraz bardziej nasilający się proces anomii. Mówiąc za Durkheimem, zawieszeniem skuteczności norm społecznych z powodu kryzysów gospodarczych lub politycznych (Ralf Dahrendorf Nowoczesny konflikt społeczny). Tak czy inaczej człowiek czuje się niepewnie w dzisiejszym świecie, szczególnie w Polsce, gdzie ustrój polityczno-gospodarczy dopiero się kształtuje. Być może tu leży jedna z głównych przyczyn wyboru samotności. Lecz czy jest to przyczyna najważniejsza? Marks powiedziałby, że w istocie tak. To właśnie aktualna sytuacja ekonomiczna wpływa na świadomość jednostki. Słynna marksowska sentencja, iż byt wyznacza świadomość odnalazłaby swoje potwierdzenie.

Jednakże chyba nie tylko ten czynnik wpływa na ów zastanawiający wybór. O wiele częściej (jeżeli można w taką kategorię ująć) wyboru samotności dokonują ludzie, którzy od starożytności nazywali siebie miłośnikami mądrości - filozofami.

Oczywiście, nie każdy człowiek zostaje filozofem, choć każdy stawia sobie pytania filozoficzne. Jednakże dla filozofa sprawą priorytetową jest odpowiednie rozumienie samotności. Sposób działania filozofa, jego całkowite poświęcenie się namysłowi, wręcz myśleniu wymaga samotności tzn. oderwania się od innych ludzi. Mało tego, filozof musi oderwać się od każdej rzeczy poza nim. Wszystko, co obce filozof musi odrzucić jako wątpliwe. Filozof poddaje w wątpliwość wszystko, co go otacza, szczególnie to, co postrzegalne zmysłowo. Doskonale problem ten poruszyła Hannah Arendt w swojej rewelacyjnej książce Myślenie. Filozof, zdaniem autorki, to ten, który „przybiera kolor śmierci”. Powyższe twierdzenie ma oznaczać, że człowiek uprawiający filozofię zawodowo wycofuje się ze świata zjawisk. Zjawiska stają się dla niego nieistotne. Wycofanie się ze świata zjawisk jest najbliższe właśnie śmierci. Tak więc i śmierć i filozofowie mają wiele wspólnego. Przedstawiona perspektywa implikuje konieczność bycia samotnym. Filozof nieustannie dąży do odnalezienia argumentu ostatecznego uzasadnienia w sobie.

Niemniej jednak filozof to przede wszystkim człowiek. I tak jak człowiek ma swoje naturalne potrzeby. Jedną z podstawowych jest kontakt z drugim człowiekiem. W najprostszy sposób kontakty interpersonalne w środowisku filozofów ograniczają się do ostrych dyskusji i polemik. Następuje zaledwie wymiana myśli i idei. Dyskusja staje się jednym z bodźców do dalszego filozofowania, a kontakt z otoczeniem filozof traktuje jako niewdzięczną konieczność lub też, ewentualnie, jako konkretne źródło nowych inspiracji.

Dla człowieka ważna, jeżeli nie najważniejsza jest miłość. Miłość do ukochanej osoby. Uczucie, które żywimy do kogoś wydaje się nam sensem życia. To jej właśnie często podporządkowujemy nasz cały wolny czas. Dla filozofa miłość jest wielką przeszkodą. Filozof chce bowiem sam dzielić się myślami i sam odpowiadać za swoje myśli. Miłość lub też zauroczenie wymusza na filozofie interesowanie się kimś z zewnątrz. Kimś ze świata zmysłowego, świata zjawisk. Filozof zakochany to filozof rozdarty wewnętrznie. To jednostka rozpięta pomiędzy wartością myśli a odczuciami wynikającymi z natury ludzkiej. Ta dychotomia została precyzyjnie ujęta w drugim tomie autobiografii Bertranda Russella:

Wśród wszystkich zajęć i wszystkich przyjemności od wczesnych lat czułem ból samotności. Uciekałem od niego najbardziej w chwilach miłości, jednak nawet wówczas, po refleksji, stwierdzałem, że ucieczka polegała częściowo na iluzji. Nie znałem żadnej kobiety, dla której żądania intelektu byłyby tak absolutne jak są dla mnie, i gdziekolwiek intelekt interweniował, stwierdzałem, że wzajemne zrozumienie, którego szukałem w miłości, często zawodziło. (...) Ale w głębi duszy czułem się zawsze samotny, a moje najgłębsze uczucia nie dotyczyły rzeczy ludzkich. Morze, gwiazdy, wiatr nocą w odludnych miejscach więcej dla mnie znaczą niż nawet istoty, które kocham najbardziej, i jestem świadom, że uczucia dla ludzi są dla mnie w gruncie rzeczy próbą ucieczki przed daremnym poszukiwaniem Boga.

„Daremne poszukiwanie Boga”. To właśnie ów implicite ukryty sens każdego filozofowania. Filozof chce myślą dotrzeć do początku wszystkiego. Stąd też wynika ten tajemniczy proces uogólniania w myśli filozoficznej.

Jednakże czasami filozof odwraca się od swojego głównego zajęcia i odnajduje się w byciu człowiekiem. Russell w innym miejscu swojej książki mówi:

Samotność, poleganie tylko na sobie, może być nadal możliwe jako wysiłek moralny, ale nie jest już miłą przygodą. Pragnę towarzystwa moich dzieci, ciepła domowego ogniska, oparcia, jakie daje ciągłość historyczna  i przynależność do wielkiego narodu. To zwykłe ludzkie radości, jakich w Boże Narodzenie doznaje większość ludzi w średnim wieku. Jeśli o nie chodzi, to filozof niczym się nie różni od innych; przeciwnie, ich zwykłość sprawia, że bardziej skutecznie łagodzą uczucia osamotnienia i smutku.

I tak Gwiazdka na morzu, kiedyś miła przygoda, stała się czymś bolesnym. Wydaje się symbolizować osamotnienie człowieka, który wybrał niezależność, by kierować się raczej własnym rozumem niż rozumem stada. W tych okolicznościach melancholia jest nieunikniona i nie trzeba jej przezwyciężać.

Samotność jest przeciwna naturze ludzkiej, a jednak wybiera się ją, aby móc dobrze realizować jedną z aktywności ludzkich - myślenie. Dychotomia rozum - uczucie jest podstawową dychotomią ludzką. Z jednej strony uczucia, które, od zmysłowych po wysublimowane przeżycia duchowe, pielęgnujemy by móc swobodnie egzystować między ludźmi. Z drugiej strony proces myślenia, który sam w sobie wymaga odizolowania się od otaczającej rzeczywistości. Człowiek codzienny to taki, który w większym stopniu opiera się na pierwszym członie tejże dychotomii. Filozof to taka postać, która stawia na człon drugi. Mimo to, jedynie filozof, jako ten, który świadomie odrzuca świat zmysłów, jest narażony na uświadomienie tejże dychotomii. Inni ludzie nie mają aż tak wielkich aspiracji, by rozum traktować jako coś nadrzędnego w ich życiu. Bynajmniej nie oznacza to, iż negują rozum, skłonni są jednak uważać zdrowy rozsądek za rozstrzygające kryterium postępowania.

Człowiek wybierający samotność jest, jak próbowałem to pokazać, filozofem. We współczesnej literaturze istnieją przykłady bycia samotnym z konieczności. Konieczności, która wypływa nie z jednostki, ale z czynników poza nią. Tym razem zatrzymam się na jednym dziele. Znanym chyba wszystkim Władcy Pierścieni J. R. R.Tolkiena.

 

3. Perspektywa literacka.

Samotna wędrówka w towarzystwie najlepszych przyjaciół.

 

Frodo otrzymuje od Bilba Pierścień. Zaczyna się wędrówka na Górę Przeznaczenia. Wędrówka, która z biegiem akcji zmienia się w przerażający i pełen niespodzianek wyścig z czasem. Frodo spotyka dużo postaci, niektóre z nich dołączają do niego. Tworzy się Drużyna. Niemniej jednak Frodo pozostaje sam. Jest samotny, gdyż tylko on posiada Pierścień - tajemniczy przymus samotności. Pierścień skazuje Froda na, mimo wszystko, samotną wędrówkę. Tylko on może wykonać tak niebezpieczną misję.

Dla Hobbita, małego mieszkańca niewielkiego kraiku, o którym mało kto wie, magiczny Pierścień wydawał się z początku niewinną zabawką, którą można wykorzystać choćby podczas przyjęcia urodzinowego lub też biesiady w gospodzie. Kiedy jednak Frodo doznaje prawdziwej, choć z pewnością nie całej, mocy pierścienia, pomału zmienia się pod jego wpływem. I nie chodzi tu o zmiany wywołane magiczną mocą, ani o zachłanne pilnowanie samego przedmiotu. Chodzi przede wszystkim o zmianę wnętrza Hobbita podczas wędrówki.

Hobbit staje się poważniejszy, staje się jednym z ludzi tego świata. Ważnych ludzi. Od niego zależy byt lub niebyt Śródziemia i to on pod wpływem fundamentalnych dla tego świata, a nawet kosmicznych mocy wchodzi na pokład statku udającego się do Valinoru.

Frodo dzięki Pierścieniowi staje się samotny. Ta kontrowersyjna może teza wyjawia nam się ze szczególną mocą w ostatniej fazie wędrówki. Sam i Frodo idą już tylko we dwójkę do bram Mordoru. Przez Moczary przeprowadza ich Gollum - ofiara Pierścienia. Stwór, były Hobbit, którego życie zniszczyła zła moc. Gollum jest ofiarą samotności. Samotności, która przerodziła się w chorobę. Znamienny jest obraz z Hobbita, gdzie Gollum siedzi samotnie na wyspie podziemnego jeziora i poszukuje zaginionego Skarbu. Chorobliwa samotność doprowadza Golluma do klęski - ginie w Szczelinach Zagłady. 

Frodo nie jest samotny chorobliwie. Frodo jest jedynie samotny. W samotności pomaga mu przetrwać Sam - jego największy przyjaciel, który do samego końca idzie wraz ze swym Panem. I on także doświadcza samotności. Wkłada na palec Pierścień. Jednakże samotność ta jest krótkotrwała i kończy się wraz ze zniszczeniem Pierścienia. Frodo jest już naznaczony samotnością. Zbyt dużo widział, zbyt dużo się dowiedział, by móc wrócić do swojego dawnego życia i kontynuować dość sielankową egzystencję w Shire. Musi więc płynąć tam skąd pochodzą wszelkie początki. Musi biec tam, gdzie mieszkają ci, którzy znają pierwotność. Sam później do niego dołączy, jednakże wcześniej będzie udzielał się dla swego kraiku.

Samotnością cechują się wszystkie postacie wiedzące. Te, które wykraczają myślą poza to, co tu i teraz. Gandalf posiada Pierścień, inny co prawda, ale także wyrusza do Valinoru. Elrond, Galadriela, pozostałe elfy wracają do Valinoru, gdyż zakończył się etap wiedzy o fundamentach tego świata. I chociaż najważniejsi władcy, jak Aragorn, pozostają ze znajomością tajemnic Śródziemia, to jednak nowe pokolenia będą żyły tym, co dni im przynosić będą. Nadchodzi bowiem era ludzi.

Valinor jest dla tych, którzy zasmakowali wiedzy o największych prawdach, a w konsekwecji o prawdzie jedynej. Aż prosi się, by łączyć tę sytuację z sytuacją teoretyczną platońskich Dialogów. Szczególnie tych, które zawierają tezy teorii świata idei. Dla Platona najważniejszym staje się inteligibilny świat idei, które są modelami dla rzeczy, te zaś to modele obrazów rzeczy i nazw. Filozof, zdaniem Platona, to ten, który stara się wznosić od obrazów rzeczy i rzeczy aż do idei (dialektyka synoptyczna). Tylko w świecie idei jest możliwe zrozumienie istoty bytu. Tylko tam człowiek może znaleźć prawdę o bycie.

Valinor - platoński świat idei. To tylko jedna z wielu możliwych interpretacji. Oczywiście niekoniecznie trafna.