Piotr Cholewa - Laureat Śląkfy Eugeniusz Dębski! Eugeniusz Dębski - Wszystkich was tu znam bardzo dobrze i od bardzo dawna i wydaje mi się, że wszystko o mnie wiecie... Z sali - Jak to było za pierwszym razem? ED - Nie było teścia w domu. Mieliśmy z Ewą dwie godziny czasu. Wystarczyło. A jeśli miałeś na myśli książki... Ci, co mają powyżej 35 lat pamiętają czasy, kiedy była jedna książka na miesiąc. Pomyślałem kiedyś: "Trzeba zacząć pisać, nie ma co kwękać". Moja żona zobaczyła w telewizorze Andrzeja Wójcika z KAW-u, który prosił o teksty. Posłałem mu. Kupił. Marian Wierzchoń - Niektóre z twoich opowiadań czytało mi się sympatycznie (bo nie czytałem wszystkich). ED - Mnie się wszystkie czytało sympatycznie (bo czytałem wszystkie). Co do sensu natomiast tej roboty, to mam mieszane uczucia: Hemingway ma 6 powieści i 2 zbiory opowiadań. Ja mam 9 książek: 6 powieści (jedna wyszła w postaci okładki), 2 tomy opowiadań, 1 nowela w Almapressie. I czy coś z tego wynika? Z sali - Ale nie zrobisz tego błędu co Hemingway? ED - Nie, mam obowiązki. Mam młodszego brata. PCh - Żyjesz z pisania? Co robisz? ED - Od roku właściwie nie piszę. Jestem rusycystą. Kieruję Studium Języków Obcych. Piszę listy, jeśli trzeba, w mojej drugiej pracy, gdzie jestem "psycho-fizycznym doradcą do spraw utrzymania i rozwoju Prywatnej Szkoły Tenisa". MW - Czyli jednak żyjesz z pisania! Lech Olczak (klęka, robi zdjęcia) ED - (ruch rękami "wstań, nie trzeba") Ludzie na poziomie potrafią wyrazić swe uczucia niewiele mówiąc. To mi się podoba! Piszę mało. Staram się zapełnić dziury w pamięci czytelników, żeby o mnie nie zapomnieli. Kilka lat temu wydałem więcej niż Lem - trzy siążki w CIA. Byłem bardzo zadowolony z układu w Stajni Ilukowicza, w której byłem czołowym wierzchowcem, niestety - stajnia się wykopyrtnęła i już drugiego takiego roku nie miałem. Nie miałbym nic przeciw pisaniu pod pseudonimiem, dając znaki (Owen), że to jestem ja, ale wydaje mi się, że gość, który ma 9 książek, powinien na tym nazwisku funkcjonować. Piszę zresztą powieść sensacyjną, w której poumieszczałem takie różne sygnaliki "Nie patrzcie na pseudonim, to ja, E.D!" Parowski do Inglota - Jest jeszcze piwo? Inglot - Jest, ale się kończy. ED - Patrzcie! Jeden z wydawców polskich wstaje i wychodzi. Oto pointa do referatu o kondycji polskiej fantastyki! MP - Zaraz wrócę! * ED - Zacząłem pisać klasyczną powieść sensacyjną, ni to kryminał, ni to sensacyjną, ale pisząc opowiadania muszę od niej odskoczyć na parę tygodni. Jedną z powieści o Owenie napisałem w 42 dni i myślałem, że jestem w stanie pisać takich 6 w roku, albo 4 z normalnymi wakacjami . Mam trzy książki, które czekają, kryzys, niemoc, z potencją kiepsko, czy coś jeszcze? PCh - Kiedyś widziałem na twojej książce pieczątkę "Tekst wydany bez końcowej korekty". Jedna z twoich powieści sygnowana jest: Owen Yeates, a na tytułowej stronie: "tłumaczył Karol M. Dołgowicz". To taki joke? ED - Miałem w CIA rozmowę z Ilukowiczem: On: Okładkę ci przyślę. Owen Yeates... Ja: Jak? Owen Yeates? On: A nie mówiłem ci? Mam już wydrukowaną. Ale tytuł jest twój! Ale do końca się wypłacił. Rok czy dwa miałem z nim świetne życie. To se ne vrati... Zawsze byłem typem opowiadacza. 4,5-letni, wypiwszy szklankę piwnej piany, opowiadałem dziadkowi coś jako film z udziałem własnym. Zawsze lubiłem gadać, nawijać, opowiadać... PCh - Pamiętamy twój słynny dowcip o piłce! K. Papierkowski - Czy "Brat marnotrawny" to aluzja? ED - Nie, tylko dźwięczny i sensowny tytuł. Kto czyta Fenixa, ten wie, że to Maciek Dębski, mój starszy syn, wymyślił tytuł "Czy to pan zamawiał tortury?". Nawet Parowski nie zauważył, że tam nie ma nic z fantastyki, tak dobrze tytuł nakrywał resztę. Z sali - Trzy najlepsze książki? ED - "Opowieści o pilocie Pirxie", coś ze Strugackich, "Gwiazdy moim przeznaczeniem", to co się czyta mając 13,15,17 lat. To zostaje, na tym się wychowałem i mogę to w kółko czytać. Stare dobre kochanki, które sprawdzają się bez pudła. Albert Szewczyk - A trzy najgorsze książki? ED - Antologia opowiadań NRD "Niemoc". To był dobry tytuł. Dałem to do czytania sąsiadowi. O 4.30 rano puka do drzwi. "Coś ty mi dał?! Już od półtorej godziny trzęsę się w kuchni, żeby ci mordę obić! Albo się zaraz ze mną napijesz wódki, albo..." Poszliśmy na górę... Dalej: radziecka fantastyka indoktrynacyjna. Z polskich rzeczy też bym znalazł parę... KP - Twoja fantasy bardzo mi się podobała. Czy możesz coś o tym powiedzieć? ED - Oczywiście. Staram się reagować na to, czego potrzeba rynkowi. Kiedy poczułem, że fantasy jest na fali, napisałem powieść z wyraźnymi ciągotami w tym kierunku. To była jedna z pierwszych polskich fantasy (wcześniej chyba tylko "Wiek żelaza" Warchoła), ale wydawnictwo tak się ślimaczyło, że w końcu wydało ją w drugim miesiącu lawiny anglosaskiej fantasy. I to był kierunek na cmentarz - okładka, choć i tak ekspresyjna, jak na ówczesne polskie, zginęła pod foliami, hologramami, pazurami i kłami. Autor z polskim nazwiskiem.... A czytelnik wtedy żarłocznie przyswajał tylko obce rzeczy, no i książka nie doczekała się kontynuacji, choć taki zamiar miałem. Wyobrażałem sobie, że jak chwyci, natychmiast dopisuję "ciągi dalsze". KP - Okładka była beznadziejna. ED - Nie była beznadziejna. Pamiętasz "Podwójną śmierć"? Ta była wręcz hyperrealistyczna, tyle że nie była błyszcząca. Drzewiński i Ziemiański mieli wydać w KAW-ie powieść i dostali okładkę z trzema futrzastymi piramidkami. A. Drzewiński - Był tam jeden zielony stwór i cztery jakieś gluty po nim chodziły. ED - Oni się uparli i nie zgodzili na tę okładkę, ale kiedyś patrzę, a ta okładka jest na innej powieści: "Krótki lot Rudolfa K". Nie zmarnowała się! Oklaski. Owacja na stojąco. Podrzucają laureata w pięciu do góry... i nawet łapią! ___________________________________________________________ * Nie wrócił! Pilnowałem i wiem, że pił piwo na schodach. (ED)