Samotna, dziwna dziewczynka jest wychowywana przez nadopiekuńczą babcię, która stwarza jej sztuczny azyl. Kasika Mowka jest dzieckiem całkowicie wyizolowanym i nie przystosowanym do świata. Przeczytała tony książek, a nie potrafi umyć się ani zawiązać sobie butów. Odkrywając własną seksualność pozwala gwałcić się zboczeńcowi w parku. Nie potrafi poradzić sobie z dorosłym życiem a im dalej, tym straszniej… (ze strony Wydawnictwa Literackiego) "- Kasika Mowka. - Kto? - babcia patrzy na nią czujnym wzrokiem, zaskoczona. - No, Kasika Mowka. Czyli ja. - Mhm, postanowiłaś tak się nazywać? - Tak - mówi dziewczynka i pokazuje babci swoje zeszyty pierwszoklasistki starannie podpisane tym nowym imieniem i nazwiskiem. Podpisała też ulubione książki. NIKT, nikt, nikt na całym świecie na pewno tak się nie nazywa. Wcale długo nie myślała. Imię wraz z nazwiskiem pojawiło się nagle w jej głowie, jakiegoś wieczoru, gdy robiła swoje codzienne notatki w zeszycie i postanowiła się podpisać. Pióro samo napisało: KASIKA MOWKA. To swoje - PRAWDZIWE - imię i nazwisko wyjawiła tylko babci i zeszytom w linijkę. - Nikomu nie możesz o tym powiedzieć. Przyrzeknij. - Przyrzekam - powiedziała uroczyście babcia i obie poczuły się szczęśliwe. - Nawet mamie. Albo tacie - dodała dziewczynka. - Przecież ty nie masz mamy i taty - roześmiała się babcia, ale w jej oczach znów pojawiła się czujność - Ja nimi jestem. - Dla Kasiki Mowki - szybko powiedziała dziewczynka i odwróciła twarz. Właśnie skończyła cztery lata, a babcia aż sześćdziesiąt więcej. Tak naprawdę nie wiedziała, ile babcia ma lat. Babcie są zawsze w jednym i tym samym wieku. Przynajmniej te prawdziwe. Mają siwiejące włosy zaczesane w kok, drobne, pomarszczone, ciepłe ręce i w ogóle całe są drobne i nieduże. Bywają też babcie grube, ale one też są nieduże. Teraz kiedy już nazwała siebie, nie potrzebowała rodziców, takich jakich mają koleżanki w klasie, złożonych z dwóch osób odmiennej płci. Kasiki takich nie mają. Kasiki są wyjątkowe. Uspokojona logiką i precyzją tej myśli poszła do łazienki, z której wołała ją babcia. Wieczór - czas na długi, niezmienny rytuał kąpiel. W wannie czeka już gorąca woda, jaką lubi. Babcia zdejmuje z niej sukienkę, schyla się, by zsunąć z jej stóp pantofle i wyciąga rękę. Kasika podaje swoją i wchodzi do parującej wody. Staje na środku wanny i unosi ramiona prostopadle do ciała jak strach na wróble. Czeka, aż babcia namydli gąbkę i zacznie ją myć. Dopiero potem może zanurzyć się w kąpieli. Babcia siada obok wanny, na krzesełku, bierze książkę i zaczyna czytać. Dokładnie piętnaście minut. "Siedzenie w gorącej wodzie dłużej niż kwadrans jest niezdrowe", mawia. Więc po piętnastu minutach zamyka książkę, a dziewczynka wstaje. Babcia bierze duży ręcznik, wyciera dokładnie dziewczynkę, a potem znów wyciąga rękę. Gdy Kasika jest już sucha, nakłada na jej gołe ciało ciepły biały szlafrok frotte, a na stopy pantofle. Teraz babcia bierze szczotkę i rozczesuje długie włosy dziewczynki. Po tym zabiegu Kasika wreszcie może pójść do przygotowanego łóżka ze świeżą, pachnącą pościelą i zostać w nim aż do poniedziałku rano, kiedy to trzeba iść do szkoły. Na poduszce leży jej zeszyt w linijkę, z którym się nie rozstaje, pióro i książka. I oczywiście ukochana maskotka: lew uszyty z miękkiego materiału, w którego brzuchu jest schowek zapinany na rzepa. Dostała go od matki chrzestnej, ale ona chyba też nie istniała. Babcia sprząta łazienkę, robi w kuchni kakao i z tacą, na której stoją dwa kubki, wchodzi do pokoju. Zaczynają wieczór."