
Red. Michał Kaszowski

Wiele osób jest głęboko przekonanych o zbliżających się powodziach, trzęsieniach Ziemi, które spowodują, że ocean będzie sięgał aż do stanu Kolorado. Niektórzy Amerykanie traktuja te przepowiednie bardzo poważnie przenosząc się do stanów położony ch bardziej w głębi kraju. Oczywiście jednym z głównych czynników ogromnego napływy liudności na przykłąd do stanu Kolorado jest przede wszystkim niezmiernie szybki rozwój ekonomiczny tego regionu oraz klimat bardzo łagodny i przyjazny dla człowieka.
Rozmawiając z osobami zamieszkującymi Denver i okoliczne miasteczka, takie jak Boulder, Colorado, Springs, Littleton wiele z osób jest głęboko przekonanych o dużych zmianach kształtu ich kraju, a nawet wiecej rok dwutysieczny kojarzy im się z nieodwra calnym końcem świata!
Ogromna ilość osób napływa do Kolorado z Kalifornii, gdzie jak twierdzą moi obecni sąsiedzi przez kilka lat prześladowały ich koszmarne sny o powodziach, trzęsieniach Zsiemi i dlatego zdecydowali się zmienić stan Kolorado. Państwo Biyely przekonali si ę, że w swoich koszmarach nocnych i wizjach nie są osamotnieni. Znaczna część osób wyjeżdżająca z Kaliforni przeżywa tego typu koszmary. Tysiące ludzi jest przekonanych o tym, że w krótce przez Stany Zjednoczone przejdą ogromne powodzie i trzęsienia Ziem i, które zatopia połowę kraju i zamienią Denver w miasto leżące nad brzegiem oceanu. Jednym z najsłynniejszych wizjonerów zqjmujących się zmianami kształtów Ziemi i poszczególnych kontynentów jest Gordon - Michael Scallion. Jego publikacje cieszą się ogr omnym zainteresowaniem.
Scallion uważa, że zmiany, które nastąpią, nie mają nic wspólnego z końcem świata. Są to jakby zmiany wywołane na skutek ewolucji Ziemi.
Natomiast jeśli podejsć do całego problemu z punktu widzenia naukowego, geolodzy uważają,że tego typu zmiany są niemożliwe. Zmiany w kształcie Ziemi owszem zdarzają się i raz niektóre obszary znajdują się pod wodą, raz są lądami, akle jeśli przeszłość można traktować jako klucz otwierający nam drogę do zrozumienia przyszlości, to tego typu zmiany o których pisze Scallion i przeczucia tysiące osób rzeczywiście spełniły się, to byłoby to jedno z najbardziej niewytłumaczalnych zjawisk geologicznych, któ re zdarzyłyby się w pzreciągu najbliższych czterech lat.
Ziemia zbudowana jest z płyt tektonicznych, które przesuwając się powodują zmianę zarysów kontynentów i oceanów. Prędkości, z którymi przemieszczają się kontynentalne płyty tektoniczne, są niezmiernie małe, przeważnie od kilku do kilkudziesięciu centy metrów rocznie. Jeśliby ruch płyt tektonicznych miał wywołać zmiany o których mówią wizjonerzy, to nie mogłoby to nastąpić wcześniej niż za wiele milionów lat, w związku z tym nie przed rokiem 2000. Jeśliby ruch płyt tektonicznych miał wywołać zmiany o k tórych mówią wizjonerzy, to musiałoby nastąpić katastroficzne zaburzenie skorupy ziemskiej. Trudno jest sobie wyobrazić, jaki zewnętrzny mechanizm mógłby coś takiego spowodować. Badania geologiczne potwierdzają, że przez ostatnie setki milionów lat skor upa ziemska była bardzo stabilna, a zmiany geologiczne były procesem trwającym wiele milionów lat. jedyną przyczyną, która mogłaby spowodować tak nagłą zmianę skorupy ziemskiej, byłoby uderzenie masywnej astereoidy.
Jeśli astereoida miałąby wystarczająco dużą masę, jej uderzenie mogłoby spowodować pęknięcie jednej zz kontynentalnych płyt tektonicznych i kompletne zachwianie równowagi. tego typu katastrofa jest jak najbardziej możliwa. Gdyby do tego doszło, prawd opodobnie byłby to koniec cywilizacji na Ziemi.
Oczekiwanie końca świata u progu nowego tysiąclecia nie jest czymś mowym. Zawsze koniec millenium rodzi w duszach ludzkich nieracjonalne i apokaliptyczne wizje. Tysiąc lat temu w Europie zapanowała masowa wręcz histeria. Większość ludzi była przekonan a, że przed rokiem tysięcznym nastąpi koniec świata. Ludzie masowo pozbywali się swoich majątków i przyłaczali się do grupy pątników, aby przygotować się do śmierci i sądu osstatecznego. Ruch ten bardzo szybko zniknął, kiedy ludzkość doczekała nowego t ysiąclecia i żadne z katastroficznych wizjii nie spełniły się. Ludzkośc dokonała takiego postępu w dziedzinie nauki i techniki, ale w głębi duszy człowiek pozostał taki sam jak tysiąc lat temu. Nauka nadal nie jest w stanie odpowiedzieć na zasadnicze pyt ania filozodiczne i egzystencjonalne. Przyszłość jest tak samo niepoznawalna jak i tysiąc lat temu, a człowiek jest tak samo bezradny wobec sił natury i katastrof kosmicznych.
Rzeczywiście, w akcie lokacyjnym Krakowa z 1257 roku figuruje podpis Lassota. Jednym z podpisujących ten akt był więc Lassota, właśnie przez dwa "s". Powiem, że bardzo mi to pochlebia, że noszę takie samo nazwisko, bo to przecież świadczy, że Lasso ta był u początku tego miasta, które na "prawie magdeburskim" zostało wówczas założone. Natomiast jeżeli chodzi o moje poruszanie się po Krakowie, to poruszam się całkiem normalnie, tak jak każdy inny człowiek. Bardzo często mnie zaskakuje, że spotykam ludzi, którzy mi się kłaniają, którzy witają się ze mną; niektórych znam z widzenia, niektórych nie znam, i muszę to brać pod uwagę, żebym przypadkiem kogoś nie uraził, przez to, że nP. nie rozpoznaję, żeby ktoś się nie poczuł źle potraktowany.
Jest pan już na tym stanowisku drugą kadencję, coraz więcej osobistości do Krakowa przyjeżdża, coraz więcej głów koronowanych pan gości.
Tak, to zawsze jest dla mnie takie szczególne, i może czasem aż dziwne, że spotykam się, siedzę przy stole z królem, z królową, z premierem, z prezydentem - to jest trochę nawet oszołamiające, bo nigdy nie marzyłem o tym. A to, że do Krakowa wielcy l udzie zjeżdżają? Oznacza to tyle, że Kraków jest miejscem godnym zainteresowania najwyższych osobistości z całego świata.
Panie Prezydencie, czy wierzy pan w posłannictwo Krakowa, że Kraków może spełnić w przyszłości jakąś wielką dziejową misję? Z tego, co już widzimy, można się spodziewać, że zaczyna się tu coś dziać nieprzeciętnego.
Kraków już spełnia swą misję - serca Polski, serca polskości, serca patriotyzmu. Mówią nam to prawie wszyscy, którzy przyjeżdżają, czy to Polacy, którzy kiedyś wyjechali, a więc Polonia, czy obcy goście, że Kraków dla nich jest tym miejscem absolutnie szczególnym, i wierzę, że to miejsce jeszcze bardziej będzie promieniowało. Kiedy mówimy o Zjednoczonej Europie, o Europie, gdzie nie będzie granic, tak jak to ma miejsce we Wspólnocie Europejskiej, to Kraków na pewno spełniał będzie taką rolę: odwoł ywania się do tego, czym jest Polska. Polska to jest Kraków. I Polska to będzie Kraków. Tak to widzę, będzie to miejsce integrujące, utożsamiane z całą Polską.

Zawsze przełom wieków był czymś tajemniczym, czymś, co jakoś nas fascynuje i oczywiście myślę, że to nie przypadkiem się tak zdarzyło, że Kraków uzyskał na rok 2000 miano STOLICY KULTURY EUROPEJSKIEJ. Jestem daleki od tego, żeby traktować to tylko jako program imprez kulturalnych. Myślę, że to jest jakieś przeniesienie i podkreślenie wartości, wartości dzisiaj często nie uznawanych, pomijanych, przeniesienie tych wartości w następny wiek. Chyba słusznie pan to nazwał określeniem "człowieczeństwo". Coś w Krakowie jest takiego, że przyjeżdżają tu ludzie nie tylko z Polski, ale i z zagranicy, mówią, że tu się czuje Ducha, taką inną atmosferę, gdzie można poczuć się dobrze. Nie ma tego Warszawa, która jest stolicą administracyjną, ale właśnie Kraków jest miejscem, gdzie również warszawianie przyjeżdżają, żeby zachłysnąć się tym krakowskim "powietrzem" w sensie "duchowości".
Wchodząc w tę duchowość, można doszukać się w Krakowie, oczywiście oprócz dźwięków hejnału mariackiego, jeszcze jakiejś transcendentalnej muzyki, myślę, że właśnie w Krakowie - "coś gra". Przykładem może być twórczość Pendereckiego, Preisnera, Wisł awy Szymborskiej. Powrócili do Krakowa Czesław Miłosz, Sławomir Mrożek, posypały się liczne nagrody, w tym Nobel.
Mamy naprawdę wspaniałych ludzi, wśród nich jest Zbigniew Preisner, wybitna osobowość, wybitny twórca. Oczywiście pani Wisława Szymborska, Czesław Miłosz - to jest miejsce, gdzie naprawdę jest nieswykle dużo takiego ducha, który jest duchem twórczym. W Krakowie ludzie czują się dobrze, potrafią wyzwalać z siebie te możliwości, którymi są obdarzeni, i dlatego też chcemy wspomóc tych wszystkich w działaniu. Otwieramy na przykład Akademię Europejską w Willi Decjusza na Woli Justowskiej. To jest miej sce, gdzie będą mogli przyjeżdżać, gdzie będą mogli pracować, gdzie będą się odbywać seminaria, po to, żeby stąd wyrastały następne pędy jakichś wartości.
I co ciekawe, właśnie ta Willa Decjusza tak bardzo łączy nas z Rzymianami...
No właśnie, dzisiaj wracamy niejako do tamtej świetności - żeby nie wspomnieć o naszym Ojcu Świętym, który jest najlepszym połączeniem Krakowa i Rzymu.
Dostrzegając te wartości historyczne, przeszłość Krakowa, tego Krakowa bardziej materialnego, fizycznego, murowanego, chciałbym zapytać, jak pan, Panie Prezydencie, widzi przyszłość Krakowa, czy tylko Kraków turystyczny lub cybernetyczny, czy też coś z ezoteryki, a więc ze świata duchowego, ma tutaj zarezerwowane jekieś miejsce.
Ja myślę, że wszystkie te trzy elementy są przyszłością Krakowa, na pewno turystyczny, na pewno cybernetyczny i na pewno duchowy. Może nawet odwrotnie - najpierw duchowy, trzeba by powiedzieć. Przyjęliśmy przecież na rok 2000, w ramach współpracy z miastami europejskimi, dziewięcioma miastami, hasło dla Krakowa - "DUCHOWOŚĆ i TWÓRCZOŚĆ"
Jak ta duchowość przewija się w naszym mieście przez wieki, widać na przykładzie choćby posągu Światowida, który na skwerze w pobliżu Wawelu wcale nikomu nie przeszkadza, choćby osobom idącym do kościoła Bernardynów. Ja upatruję wieczność Krakowa w jego uniwersalności i tolerancji.
Bardzo często powatrzam słowa, które wypowiedział pan Leopold Sarf. Mówi o Krakowie, że jest to chyba jedyne miejsce na świecie, gdzie ulica Bożego Ciała spotyka się z ulicą Rabina Meiselsa, i to wszystko nadal współistnieje.
Zresztą Colegium Maius również stoi na miejscu dawnej świątyni żydowskiej, więc wszystko się jakby nakłada.
Tylko Jan Matejko miał kłopoty z Teatrem Słowackiego
I z kościołem św. Ducha, ale to samo zrobiono w Wieliczne, gdzie w miejscu dawnego kościoła św. Ducha funkcjonuje magistrat...
No właśnie, to przynajmniej w magistracie jest dobry duch.

Nie. Ja jestem z natury optymistą i nie uważam, że taki będzie nasz koniec. Po prostu o katastrofizmie się mówi, jak tylko "świat" zaczął się porozumiewać. Zawsze ludzie gdzieś tam upatrują końca czegoś niewiadomego... strasznej apokalipsy; myś lę, że nic takiego się nie wydarzy, mimo że zobaczyłem u pana mapę Stanów Zjednoczonych po katastrofie. Życzę Amerykanom, by do tego nie doszło.
Panie Prezydencie, kiedy pan otrzymywał klucze od miasta, na pewno pogłębił Pan swoją wiedzę na temat Krakowa. Jak, pana zdaniem, można interpretować genezę Krakowa, która z wersji panu najbardziej odpowiada, przecież wersji jest wiele.
Ja jestem takim zwykłym człowiekiem, o praktycznym podejściu, uważam, że Kraków powstał wtedy, kiedy przywędrowały tu plemiona i żadna z legend, mimo że piękne, do mnie nie przemawia. Natomiast chociażby Wzgórze Lassoty, żeby się odwołać do pierw szego pytania, skąd się bierze ta nazwa? Różne są wersje również na ten temat. To jest nP. Lassotowo, las, wzgórze... Jest to pewna kolejność dziejów i nic magicznego się tu nie wydarzyło. Kraków powstał skądinąd we wspaniałym miejscu, mamy swój "k amień" na Wawelu, to się dobrze złożyło. Myślę, że na początku coś było w tym mikroklimacie, Kraków położony jest w kotlinie i dzisiaj nam to przeszkadza, gdyż tworzy się smog, ale kiedyś to stwarzało korzystne warunki do egzystencji ludów, któ re tu przywędrowały. Nie sądzę, aby było to coś magicznego, po prostu powstało miasto we wspaniałym miejscu, a to, że skupiali się tu wspaniali ludzie, no to mieliśmy szczęście i wspaniałych przodków.
Panie Prezydencie, mam takie "tajne" informacje z wiedzy tybetańskiej, mówiące o uczestnictwie Krakowa i Wieliczki w procesie przeistoczenia świata. Dlatego podjąłem próbę stworzenia nowego pisma "CZAS DUCHA" , które w noc sylwestrową ukaże się w Internecie, a jednym z jego rozdziałów będzie właśnie ten "MAGICZNY KRAKÓW". Co Pan Prezydent chciałby życzyć czytelnikom?
Być może, coś jest w tych tybetańskich zapiskach, choćby to, że Kraków nie został zburzony w czasie II wojny światowej. To na pewno jest jakiś znak, to nie jest przypadek. Ja się cieszę, że pan podjął się tego dzieła, chce pokazać inny Kraków, taki ni ecodzienny, od strony tego czegoś nieuchwytnego, duchowości. Chciałbym pogratulować i mam nadzieje, że ten pomysł będzie się cieszył ogromnym powodzeniem. Chciałbym życzyć czytelnikom, żeby czytając "CZAS DUCHA" Michała Kaszowskiego znaleźli czas na refleksję. Na refleksję nad swoim życiem, nad dziejami, nad tym, co czynili nasi przodkowie, i co nas czeka, bo przecież wszyscy mamy ogromne obawy, co będzie. Ja myślę, że w Krakowie będą się wydarzały rzeczy dobre, czasem kogoś jakieś nieszczęście s potka, ale to rzecz normalna, generalnie natomiast w Krakowie będzie czuwał ten dobry duch, czyli czas ducha właśnie nadchodzi.
Serdecznie Panu Prezydentowi dziękuję za rozmowę
Na początku nazywano je ironicznie "narty buły", od bułowatego kształtu dziobów. W handlu nazywa się je różnie: sidecut, carving, parabolique, super sidecut. Rozpoznać je można bardzo łatwo, gdyż mają bardzo szerokie dzioby, wąskie stopki i szerokie piętki; są z reguły krótsze od nart tradycyjnych.Powstały z myślą o narciarzach początkujących, ale okazało się, że są dla nich całkowicie nieprzydatne, natomiast spełniają wszelkie warunki do techniki ciętej. Jest to grupa nart, której charakterystyka jest - przynajmniej dzisiaj - niemożliwa. Panuje tu dość powszechny bałagan.
Wnioski: narty wcięte stwarzają duże trudności w technice płaskiej i ześlizgowej; muszą być krótsze od tradycyjnych, tym samym ograniczają rozwijanie większych szybkości; nie wybaczają błędów zakrawędziowania.
Jest ich zaledwie garstka w górach, i chociaż ich wygląd - niewiele wprawdzie odróżniający ich od innych - przyciąga wzrok a wdzięk zjazdów powoduje odwrócenie głowy w ich stronę, to z powodu marginalnej ilości giną w alpejskim tłumie. W kolejkach do wyciągów to właściwie już tylko wiązania - archaiczne raczej - zdradzają ich przynależność do telemarka. W akcji jednak nie myli się ich: telemarkowcy błyszczą naprawdę jak gwiazdy w tradycyjnej dekoracji narciarstwa alpejskiego.
Poobserwujcie zjeżdżającego narciarza z ugiętymi rękami i powtarzanymi cyklicznie przyklękami a zobaczycie telemarkowca: narciarza w rytualnym pląsie, modlitwie, ekstazie... W jedności z górami. Popatrzcie na taniec całkowicie inny, szczególnie że wy, alpejczycy, z powodu usztywnionej piętki, nie jesteście w stanie go naśladować.
Są gesty, które nie pochodzą same od siebie, które nie są naturalne. Weźmy na przykład kłusaki, konie, które biegną w dziwaczny sposób: bardzo nieelegancki i, co smutniejsze, nienaturalny dla zwierząt. To troszeczkę tak, jakbyśmy poprosili praworęcznego, żeby jadł lewą ręką.
To samo wrażenie w telemarku. Kto wie dlaczego narta dolna, ta na którą przenosimy ciężar w skręie, musi być wysunięta do przodu? Zupełnie odwrotnie niż w narciarstwie alpejskim, gdzie krystianie wykonuje się na nodze obciążonej, tej krawędziującej, lekko cofnietej w stosunku do wewnętrznej. Przymocowane sztywno piętki zmuszają...
Może. Ale dlaczego to właśnie telemark jest jedynym wyjątkiem w regule? Nie zapominajmy ponadto, że telemark jest praprzodkiem narciarstwa, wywodzącym się ze specyficznego, nordyckiego sposobu życia, który pochodzi z Norwegii, dokładniej z regionu Telemark i miasteczka Morgedal. Całkiem blisko zresztą, tj. w Chrystianii (dzisiaj Oslo), został rozwinięty pierwszy skręt typowo alpejski... przez telemarkowca.
Przypomnijcie sobie wasze pierwsze kroki narciarskie: trzeba było robić pług do momentu opanowania sztuki przenoszenia ciężaru na jedną z nart, w celu wykonania skrętu. Chciał nie chciał, to narty ustawiały się troszeczkę jedna przed drugą, ta górna (zewnętrzna) przed dolną... Prawie jak w telemarku, poza tym przesadnym przyklękiem.
Ki diabeł w tym wirażu? Może duch sztuki narciarskiej, której perfekcjonowanie stanowi wyzwanie do osiągnięcia nieopisanego czaru? Czy po prostu, telemark to zwykły skręt przeznaczony do idealnego opanowania? Może tak, może nie.
Podstawy techniki telemarka opanowuje się łatwo, jeżeli ma się doświadczenie w narciarstwie alpejskim, jeśli nie, trzeba się uzbroić w cierpliwość i... równowagę. Gorzej natomiast z techniką zaawansowaną: automatyzmy alpejskie mogą być przyczyną handykapu dla doświadczonych, szczególnie w czasie wykonywania serii terenowych skrętów, kiedy trzeba ciągle myśleć o wysuwaniu narty zewnętrznej do przodu i... przyklękaniu na wewnętrznej. Niełatwo rozwinąć ten odruch; to trochę tak, jak uczyć się na nowo.
Sprzęt - o czym natychmiast pomyśleli producenci - jest już oczywiście nowoczesny, ma tylko tradycyjny wygląd i spełnia tradycyjne funkcje: buty z miękką cholewką pozwalają na przyklęk, swobodne podejścia na stoku i na grację w spacerowaniu po nartach (nie jak alpejczycy, którzy robią wrażenie maszerujących goryli); narty to śladówki, stare zjazdówki lub specjalne do telemarka; wiązania pozwalają unieść piętkę.
Myliłby się jednak ten, kto by myślał, że narciarstwo w stylu retro jest tanie. Buty (dziś robione nowoczesną technologią i z nowoczesnych materiałów) kosztują od 300 do 700 $ (!); narty (te specjalne do telemarka, trachę szersze od śladówek) - od 150 do 350 $; wiązania - mimo dawnej folklorystycznej prostoty - od 50 do 150 $. Telemark - co jest jego podstawową i niezaprzeczalną zaletą - daje wspaniałe wrażenia wolności ruchu i akcji w górach. Po latach stuprocentowego panowania nart alpejskich, wydaje się być dzisiaj idealny w intymnym kontakcie z górami. Jego technika, wymaga wprawdzie użycia większej siły (z powodu pracy podudzi przy głębokim przyklęku), ale stwarza dużo większe możliwosci kontroli skrętu w terenie dziewiczym.
Kiedy spojrzy się na mapę geologiczną Polski południowej, łatwo dostrzec, że Karpaty to niczym "archipelag" pośród pradawnego Morza Mioceńskiego. W jego zatoce uformowało się wielickie solne złoże, na którym w dalszym ciągu opiera się czoło Karpat. Ciśnienie górotworu wciąż nie ustaje i gdyby nastąpiły jakieś ruchy płaszcza Ziemi, dotychczasowe wiązania struktur geologicznych mogą się nagle rozłączyć, a wówczas nasza wyobraźnia jest za słaba, aby opisać ewentualny kataklizm. Przedsmak żywiołu odczuli kilka lat temu mieszkańcy Wieliczki, gdy słodka woda zaczęła podmywać miasto położone na soli.
W czasie, kiedy rozpoczęto w Krakowie-Mistrzejowicach budowę nowego kościoła, nazwanego później Arką, nagle skądś przypomniana została przepowiednia przypisywana królowej ze Saby. Miała ona powiedzieć, że nastąpią czasy, kiedy zacznie się budować kościoły w kształcie łodzi, a będzie to jednym ze znaków końca świata. Ziemia się rozstąpi, rozwiążą się jej struktury i nagle z wnętrza wyjdzie wielka woda, tak jak podczas biblijnego potopu. Nowohucki kościół-Arka, ujety w ramy tej wizji, ma dryfować na wodzie jak łódź ratunkowa w kierunku innego kościoła, a mianowicie kościoła w Strumianach, którego wieża stanowić będzie "latarnię morską". Co jest spełniającą się przepowiednią, a co wyobraźnią ludową rozbudzoną dzięki wyroczni, trudno przesądzić, faktem jest jednak, że wygląd tamtejszego kościoła rzeczywiście przypomina latarnię morską. Cokolwiek by jednak nie sądzić, fakty te wskazują na nieprzypadkowość obu budowli, zwłaszcza że w innym miejscu w pobliżu Krakowa wzniesiono kościół przypominający do złudzenia łódź podwodną z wysuniętym peryskopem. Nie da się też zaprzeczyć, że gdyby cokolwiek się stało, a duża woda, o której wspomina wiele źródeł, faktycznie wyszła z otchłani, wówczas tereny krakowskiej niecki mogłyby podzielić los mitycznej Atlantydy. Językoznawcy otrzymują, że "Wawel" pochodzi od słowa "wąwel", co oznacza "wzniesienie nad wodami". Lepiej nie oddawać się dalszym skojarzeniom, wszak Kraków usadowił się między Mogiłą a Mogilanami.
Pytanie Twoje nazwisko kojarzy się raczej z muzyką...
Odpowiedz Mój prapraprzodek był projektantem Pragi, był artystą, ale nie muzykiem, architektura bardziej go interesowała.
P. Co czujesz w Krakowie, kiedy chodzisz tymi ulicami. Czy to miasto pozwala Ci pozyskać tę głębię, której poszukujesz w obrazach?
O. Czego szukam w Krakowie? Tutaj jest pewna atmosfera, którąkażdy człowiek odczuwa na inny sposób. Trudno mi wyrazić tę atmosferę, ale czuję ją, to są ludzie, to są zabytki. Kraków jest taki, jaki jest, i ja to odczuwam.
P. Studiujesz...
O. Robię dyplom na Wydziale Konserwacji i Resturacji Dzieł Sztuki ASP i studiuję scenografię.
P. Scenografia to jakby taki inny wymiar tej samej rzeczywistości, Czy dzięki teatrowi, jego specyficznemu przenikaniu przez czas łatwiej ci przenieść się w inne wymiary, w inne style.
O. Tak, dzięki scenografii łatwiej jest przeniknąć w historię Krakowa, w jego wygląd jako starego Krakowa, teraz tego nie ma, można tylko "wyświetlić" sobie oczami duszy, jak to wszystko wyglądało
P. Czy według Ciebie Kraków odzyskuje swoje dawne piękno we właściwej formie?
O. No na pewno, ponieważ konserwator jest dla obrazów lekarzem, pomaga w przywróceniu zabytkom ich dawnej świetności.
P. Współczesny konserwator posługuje się Roentgenem, podczerwienią, ultrafioletem i różnymi innymi jeszcze osiągnięciami techniki i nauk ścisłych - np. chemii. Co się czuje podczas konserwacji? Czy ten cały aparat naukowy pomaga jakoś współpracować z duchem obrazu?
O. Ja na przykład czuję. Zawsze gdy mam przed sobą stary obraz, czy jestem przy ścianie, to mam takie wrażenie, że czuję ich atmosferę, tego, co przeminęło. Czuję jakąś tajemnicę, której nie umiem dosięgnąć.
P. Jeśli artysta malarz podchodzi do płótna naciągniętego na blejtramie i widzi płaszczyzę, na ktorej ma przedstawić swoją wizję, to czy konserwator widzi rekę artysty, która namalowała ten obraz?
O. Nie wiem, czy każdy konserwator to czuje, ten specyficzny zapach, tego ducha, ale ja to wszystko odbieram, tylko że trudno jest to potem przekazać.
P. Czyli można mówić o duchu obrazu.
O. Tak, tak uważam.
P. Dlaczego niektórzy twierdzą, że duchy nieraz tak wprost wychodzą z obrazów, schodzą z portretów?
O. To już jest coś innego, jakieś odczucia, jakby jakieś prądy, które obraz wysyła. Obraz jest napromieniowany tymi myślami, tym wszystkim, co się wiązało z jego tworzeniem, co się działo w jego otoczeniu.
P. Powiedzmy, że masz przed sobą obraz namalowany w wieku XIV czy XVI. Ty niejako wnikasz do jego wnętrza, musisz rozpoznać jego strukturę, określić skład farby, kolor.
O. To już jest wiedza, ale na pewno trzeba wczuć się w epokę i ludzi, którzy to tworzyli. Tylko wtedy można dobrze naprawić to, co jest zniszczone.
P. Czy zgadzasz się ze mną, że istnieje metafizyka dzieła sztuki?
O. Tak! tak właśnie to odczuwam.
P. Ludzie różnie rozumieją metafizykę, a mnie wydaje się, że nie byłoby metafizyki bez fizyki. Rynek krakowski musi mieć swoje fizyczne wymiary, tzn. te cztery ha, aby mozna było stanąć sobie w dowolnym miejscu i pomarzyć o innej rzeczywistości. Stary Kraków jest miastem zamkniętym, jakby w ramach jakiegoś obrazu, który wyznaczyły mury, a współcześnie obramowanie Plant.
O. Rama też należy do obrazu. Wydaje mi się, że to element, który powinien być, aby dopełniał całości.
P. Podobnie jak kot w butach?
O.Chociaż bywają też obrazy bez ram i obecnie przyjmuje się, że tak ma być.
P.Jak to się stało, że zainteresowałaś się konserwacją?
O. Powiedziałam już, że interesowałam się obrazami od dzieciństwa, poprzez ojca, poprzez dziadka. W domu są kopie słynnych obrazów malowane przez babcię, tatę...
P. Czy to znaczy, że jesteście takimi fałszerzami sztuki?
O. No nie, fałszerstwo to zupelnie inna sprawa, a kopie w historii sztuki były nie mniej słynne od oryginałów, na obrazie, który jest kopią, malarz podpisuje się swoim imieniem i nazwiskiem, sygnuje go
P. W takim razie kiedy jest się dobrym kopistą? Jeden z moich przyjaciół potrafił wiernie skopiować obraz Fałata, a nie był artystą malarzem. Czy wierność dla oryginału jest tu majważniejsza?
O. Nie, to nie tak. Najpierw trzeba poznać technologię oryginału, kiedy już wiem, że chcę to malować i wiem jak, wtedy zabieram się do tego. Muszę czuć, co chciał przekazać malarz.
P. jednym słowem musisz odczuwać, jakiś pociągający fluid, znaleźć się w klimacie, czy w fali, która Cię ogarnie.
O. Tak, to się czuje jak jakąś subtelną niewidzialną nić, dzięki której w mgnieniu oka utożsamiam się z minioną epoką.
P. Nie dziw się, że tak usilnie drążę ten temat, ale chodzi mi o zrozumienie głębi dzieła sztuki, tego, co stanowi o jego metafizyce.
O. Tak jak wcześniej mówiłam, kiedy maluję, gdy mam wybrać odpowiednią formułę, styl, wtedy czuję tę metafizykę.
P. Czy w takim razie twoje odczucie metafizyki zajduje się w jakimś paśmie, na jakiejś częstotliwości...
O. Mnie bardzo interesuje malarstwo holenderskie, flamandzkie albo zupełnie współczesne.
P. A czy np."czujesz" flamandzkie arrasy?
O. Arrasy, tak! Wystarczy iść na Wawel, spojrzeć na nie i od razu czuje się na tych tkaninach epokę.
P.Czy konserwator musi być współuczestnikiem "życia" obrazu?
O. Konserwator jest lekarzem, można również powiedzieć, że jest współtwórcą, bo po upływie wieków musi włożyć tyle samo siebie w zniszczony obraz, co wcześniej włożył artysta.
P. Czy zdarzyło ci się fizycznie odczuć osoby czy miejsce mające związek z epoką, z którą się stykasz poprzez obiekt sztuki?
O. Staram sobie wyobrazić, w jakich okolicznościach mógł powstać dany obraz, jacy ludzie mogli go otaczać.
P. Czy probowałaś również wyobrazić sobie autora dzieła, jego psychikę, osobowość?
O. Oczywiście, zawsze.
P. Kiedyś do Michała Anioła Buonarottiego powiedziała zakochana kobieta; "Michale, wiecej jest miłości w tym, co namalowałeś w Kaplicy Sykstyńskiej, niż mógłbyś kiedykolwiek dać kobiecie".
O. Bo to jest miłość artysty do płótna, do obrazu, jest to ta chęć uzewnętrznienia się.
P. Jak byś namalowała - z jednej strony - obraz współczesnego Krakowa, z drugiej, obraz Krakowa miasta przyszłości, tego, w którym ma mieć początek nowa cywilizacja Ducha?
O. Stanęłabym na dziedzińcu wawelskim i próbowałabym doznać wszystkiego, co działo się tu przez wieki. Na Wawelu czuję taką atmosferę, nawet nie wchodząc do komnat.
P. Czyli tutaj, w tym miejscu, nie tyle wieki mówią, co wieki są obecne? Czy potrafiłabyś w jakiś sposób połączyć ten Wawel z czymś odległym, nP. z KOSMOSEM?
O. Może. Tzn. z czymś tajemniczym. Przecież na Wawelu istnieją wciąż nie wyjaśnione zagadki. Zna je tylko NAJWYŻSZY i duchy, które odeszły z tego wymiaru, choc może, niewidzialne, wypełniają całą przestrzeń wawelskiego wzgórza. A poza tym "CZAKRAM", który podobno znajduje się na Wawelu, tworzy tę tajemnicę.
P.Jest siedem miejsc na Ziemi, które - jak mówi przepowiednia - nigdy nie ulegną zagładzie. Jednym z nich jest Wawel, miejsce szczególne, ma dać początek nowej cywilizacji, "inżynierii ducha". Kraków - Rzym, mówi się, że są to dwa miasta bliźniacze. Początki Krakowa giną w mrokach prehistorii. "Płynie Wisła, wpłynie po polskiej krainie, zobaczyła Kraków - pewnie go nie minie", czyli że wg słów piosenki Kraków wcześniej istniał niż Wisła wypłynęła ze swoich źródeł. Czy jest możliwe alegoryczne lub symboliczne przedstawienie tej odwiecznej kwestii Krakowa?
O. Nie umiem na to odpowiedzieć, to musi być moment, olśnienie, trudno zakładać z góry, projektować.
P. Co jest zatem dla Ciebie najistotniejsze w procesie tworzenia?
O. Duch i potrzeba czy dar odczuwania.
P. Japończycy pokusili się (dzięki komputerom) z uśmiechu Mony Lizy odtworzyć głos, którym Mona Liza "przemówiła" na światowej wystawie.
O. Nie dziwi mnie to - portrety na pewno mówią, czasem się to czuje, ale też nie każdy, są niektóre obrazy jakby zamknięte, jakby bez ducha. Czasem spotykałam się z obrazem, którego nie lubiłam, który mi nic nie mówił, nie chciałam go wtedy konserwować.
P.Kończysz studia, wykonujesz pracę dyplomową, co potem, czy będziesz "spałacać dług", czyli służyć sztuce Krakowa, Polski,czy może gdzieś pociągną Cię inne duchy: Florencji, Paryża, Flamandów? Jak coraz powszechniej wiadomo, polska szkoła konserwacji liczy się w świecie.
O. Gdziekolwiek mnie rzuci los, zawsze będę do Krakowa wracać, tutaj przyciąga mnie tajemnicza siła i szepcze do mnie Duch miasta.
P. A twój drugi fakultet, scenografia, też związana z malarstwem... Na ile na scenie możesz zmaterializować swoje wizje. We współczenym teatrze panują rozmaite trendy.
O. Mogę się przyznać, że nie czuję nP. teatrtu Kantora, dla mnie jest to pusty teatr. Czuję taki teatr, który oddaje epokę, a więc ze stylowymi strojami, które mają tę epokę przybliżać.
P. Pozwolisz, że zapytam, czy dobrze czułabyś się, gdyby Ci zaproponowano zrobienie scenografii np. do Aidy. Czy podjęłabyś taki temat.
O. Na pewno chciałabym się z tym zmierzyć, wierzę w moją wyobraźnię, intyicję, reszta to sprawa wiedzy, no, może talentu i pracy.
P. Wciąż wracam do metafizycznej strony oddziaływania sztuki niezależnie od tego, czy stykamy się z nią w teatrze, czy w galerii. Każde z nich ma wymiar ponadmaterialny, umyka w rejestry boskie... no, oczywiście, jeśli jest prawdziwe.
O. Czuję, że wokół nas coraz gęściej, czy nie wywołujemy duchów?
P. Każda przeszłość ma swoje zjawy, a scenograf to ktoś, kto zaprasza niewidzialnych gości na scenę. Namacalnie personifikuje to np. teatr romantyczny, gdy duchy zjawiają sie w odpowiedniej scenerii.
O. Mówisz o sprawach dla scenografa nazbyt intymnych...
P. Pomówmy zatem o przestrzeni. To także kategoria filozoficzna. W obrazie kierujemy się perspektywą, planami, w teatrze zaś, aby oddać te wszystkie elementy, mamy do dyspozycji przestrzeń. Czy jest jakieś podobieństwo w zagospodarowaniu przestrzeni w obrazie i w teatrze? Przecież widz w teatrze z każdego punktu odbiera scenografię inaczej.
O. Każdy nie tylko odbiera inaczej, ale inaczej odczuwa. To kwestia psychologii odbioru i nie ma chyba dwóch osób, które w takim samym stopniu odczuwałyby nastrój, atmosferę.
P. Czyli "punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia".
O. Dokładnie tak, choć mamy zawsze jakieś punkty zbieżne.
P. Jakie według Ciebie środki oddziaływania na widza potrzebne są we współczesnym teatrze. Mamy przecież do dyspozycji technikę, czy ona także może sztukę wspierać, nobilitować?
O. To kwestia celu, jaki chce się osiągnąć. Każda rzecz ma swój czas. To zależy od tego, czy chodzi o prawdę, czy o złudzenie. Wybierz chwilę i moment, chcesz kogoś doprowadzić do łez, czy do agresji...
P. A więc świadome oddziaływanie na widza. Pojawiły sie niedawno trójwymiarowe okulary dla telewidzów, pojawiły się też hełmy dla chętnych wrażeń w wirtualnej rzeczywistości. Czy Ty wyobrażasz sobie teatr, w którym zapanuje wirtualny świat?
O. Wciąż nie mogę się pogodzić z włączaniem do sztuki techniki. To kwestia odczuwania, wrażliwości.
P. Czy myślisz, że rozmawiamy o pięknie odchodzącym? Przecież ci sami fanatycy komputerów chodzą do teatru, by wzruszać się duszkami Szekspira. Świat, mam nadzieję, nigdy nie będzie jednowymiarowy. To cała jego uroda... Prawda, dobro, piękno to kategorie estetyczne trwające niezmiennie od Platona.
O. Tak, a na dodatek każdy odzczuwa inaczej, co za bogactwO. Aby ktoś mógł odczuć podobnie jak ja, jak ty musiałabym pożyczyć mu własną duszę. Tego nie da się inaczej zrozumieć ani przekazać.
P. A gybyś miała to wyrazić plastycznie, narysować, co byłoby podstawą tego pięknego świata?
O. Byłby mój duch, którego jednak nie umiałabym narysować.
P. A czy zwróciłaś uwagę, że symbolem teatru jest kolumna i jej zwieńczenie, to jakby DOSKONAŁOŚĆ.
O. Tak, zgadza się, wieki pracowały, by móc to jakoś wyrazić.
P. Jesteśmy na pograniczu dziejów, odchodzi jedna epoka, nadchodzi druga. Zjawiają się na Ziemi obcy przybysze. Czy czujesz nadchodzącą epokę?
O. Tak, mam moje wizje, ale do przekazania ich ludziom potrzebne byłyby nowe środki wyrazu. Wolałabym jednak, by nie miały one apokaliptycznych wymiarów. Człowiek zawsze naśladował naturę, ale jej niezbadane możliwości zawsze mnie przerażają. Wolę, by mój świat zamieszkiwały duchy wyobraźni niż stwory obcych cywilizacji, które nagle burzą nam wszystko, to byłby koniec sztuki humanistycznej.
Był od początku symbolem prawa wypisanego na Mojżeszowych tablicach oraz pierwszym uniwersalnym materiałem - do budowy i do wyrobu broni - z jakim zetknął się człowiek. Niektóre jego funkcje rozumiemy dziś jedynie na poziomie magii. Na kamieniu rodzono, składanao ofiary bogom, dokonywano inicjacji - ale także kamienowano, wymierzając przestępcom sprawiedliwość. Kamieniami szlachetnymi ozdabiano zbroje i królewskie korony. Są one wciąż cenione i poszukiwane do wyrobu biżuterii. Właściwie nie ma dziedziny życia, nauki, techniki, która obyłaby się bez tego specyficznego scalenia materii. Jako serce lasera kamień "pracuje" nawet w odległych przestrzeniach kosmosu, penetrując jego nieskonczoność.
W odkrytych w Peru ruinach Pachu Picchu, będących legendarnym eldorado Indian, znaleziono ciekawe kamienne jakby obserwatorium astronomiczne, w którym badacz, przebywający w otoczeniu nie przepuszczających światła skalnych bloków, dokonywał obserwacji nieba. W czasach pogańskich również Słowianie podczas obrzędu składania ofiar u stóp Światowida w podobny sposób, dla nas magiczny, usiłowali wejrzeć w przyszłość, aby przewidzieć, jakie będą plony na nadchodzący rok. Specyficzny kształt figury Światowida: cztery twarze, trzy wymiary - boski, ludzki i podziemny, wszystkko w jednej kolumnie nakrytej kapeluszem niczym zwornikiem, być może nadawał się do tego celu najlepiej. Czy był to więc rodzaj dzisiejszego światłowodu? Można powiedzieć, że "urządzenie" to pracowało tylko dla jakiegoś rodzaju światła, na jakichś ściśle określonych falach. Podobne posągi w kapeluszach spotykamy jeszcze na Wyspie Wielkanocnej. Jak zbadano, emanują one falami v minus, co kojarzy się bardziej ze światem zmarłych.
Był też "lapis plilosophorum" (kamień filozoficzny), symbol siły, która miała przemieniać metale nieszlachetne w złoto oraz przywracać miłość i nieśmiertelność.
I tu jeszcze jedno skojarzenie, tym razem z Krakowa. Obok kościoła św. Mikołaja mamy bardzo rzadki zabytek - kamienną latarnię umarłych. Jest to ozdobna gotycka kolumna, przeniesiona w to miejsce z Kleparza, z dziedzińca szpitala dla trędowatych. Czy miała ona oświetlać drogę w inny wymiar tym, którzy się już znaleźli po tamtej stronie życia? A może kamień zawiera z sobie ukryte światło? Może sprowadza widzenia? Tak jak w historii biblijnego Jakuba, który będąc w drodze, podłożył sobie pod głowę kamienną poduszkę, a gdy zasnął, ujrzał we śnie drabinę sięgająca nieba, z której zstępowali na ziemię aniołowie. Nie ulega wątpliwości, ze kamień jest obok istoty ludzkiej najbardziej tajemniczą materią przechowującą pamięć wszechrzeczy i że kiedyś, mam taką nadzieje, nastąpi odwinięcie tej długiej "wstęgi" i odsłonią się wszystkie tajemnice świata.